Press "Enter" to skip to content

ZAPRASZA NAS SAMA MARYJA, CZYLI TO JEST MOŻLIWE
świadectwo Moniki i Jacka

Jakieś trzy lata temu nasza wspólna modlitwa w rodzinie kulała. Mieliśmy pięcioro dzieci i próbowaliśmy modlić się z nimi co wieczór… Pewnego dnia poruszyło nas przesłanie Dziewicy Maryi z Cuapa (Nikaragua). Maryja zachęcała rodziny do codziennego odmawiania różańca, „razem z dziećmi, skoro tylko osiągnęły wiek rozeznania… o stałej porze”. Odmawianie różańca z dziećmi nie wydawało się nam takie oczywiste… W naszym umyśle ciągle jeszcze odzywały się pozostałości z okresu, w którym my sami, całkiem jeszcze mali, musieliśmy odmawiać jakieś modlitwy, formułki, które wydawały się nam mało powiązane z tym, co przeżywaliśmy.

Jednak powiedzieliśmy sobie: zaprasza nas sama Maryja, czyli to jest możliwe… i być może odnowi to naszą modlitwę rodzinną. Zdecydowaliśmy się więc odpowiedzieć na to wezwanie. Postanowiliśmy modlić się różańcem fiat, który wydawał się bardziej przystępny (krótszy!) dla naszych małych dzieci. W pierwszym rzędzie była to dla nas okazja do odkrycia całego bogactwa tego różańca: skupiał on naszą modlitwę na Jezusie, zachęcając do kształtowania naszego życia na wzór Jego życia. Dzieci po kolei odmawiały trzy Zdrowaś, Maryjo, co dawało każdemu możliwość uczestniczenia i uczenia się rozpoznawania tajemnic różańcowych. Był też czas na wyrażenie intencji, co zawsze stanowiło bardzo ważny moment modlitwy rodzinnej. Jednocześnie różaniec sprawiał, że nasza modlitwa nie ograniczała się wyłącznie do tych intencji. Ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu nasze dzieci łatwo weszły w tę formę modlitwy, która stała się naprawdę czymś żywym.

Właśnie wtedy, po długim zastanawianiu się i modlitwie zdecydowaliśmy się na poczęcie szóstego dziecka. Wielka była nasza radość i zaskoczenie, gdy jakiś czas później dowiedzieliśmy się, że spodziewamy się bliźniąt! W tydzień po tej dobrej wiadomości przyszła inna, mniej radosna: zaraziłam się toksoplazmozą, chorobą niegroźną dla mnie, lecz niebezpieczną dla dzieci, których się spodziewałam. Pomimo jednak niepewnej przyszłości mogliśmy przeżywać cały okres ciąży w wielkim pokoju. Zapewne dzięki, między innymi, wierności tej modlitwie rodzinnej, która niosła nas z dnia na dzień. Co wieczór wspólnie powierzaliśmy nasze dzieci Maryi, prosząc Ją o zachowanie ich w dobrym zdrowiu… i zostaliśmy wysłuchani, ponieważ po dziewięciu miesiącach z radością przywitaliśmy dwóch małych chłopców, zdrowych i pełnych życia!

Czytaj dalej w najnowszym numerze “Głosu Karmelu”