Press "Enter" to skip to content

OJCZE NASZ Z BENEDYKTEM XVI
Łukasz Strzyż OCD

Co jest istotą Kazania na Górze? W swej książce Jezus z Nazaretu Joseph Ratzinger w taki oto sposób odpowiada na to pytanie: Jezus pokazuje nam jak to możliwe być naprawdę człowiekiem. Życie wtedy staje się rzeczywiście ludzkie, jeżeli jest ono życiem blisko Boga. Skoro zatem relacja z Bogiem jest tak fundamentalna dla naszego bycia człowiekiem, to jasnym jest, jak ważną rolę zajmuje tutaj mówienie do Boga i słuchanie Jego głosu. Dlatego Kazanie na Górze zawiera naukę o modlitwie. Pomocy tej bardzo potrzebujemy, gdyż sami z siebie „nie wiemy, jak mamy się modlić” (por. Rz 8, 26), czego świadectwem są przykłady tego, jak nie powinniśmy się modlić, wymienione w pierwszej części katechezy o rozmowie z Bogiem. Zbawiciel, wprowadzając nas na drogi prawdziwego człowieczeństwa, powierza nam Modlitwę Pańską. Kreśląc portret Jezusa z Nazaretu, papież-teolog pochyla się więc w sposób szczególny nad jej słowami.

Pierwszą rzeczą, na którą Benedykt XVI zwraca uwagę, jest logika modlitwy chrześcijańskiej. Jeżeli przygotowując się do rozmowy z drugim człowiekiem, szukamy pasujących słów, aby ubrać w nie nasze myśli, to w modlitwie kierunek jest odwrotny: słowa zostały nam dane, a to nasze myśli i uczucia mają za nimi podążać, wnikając w ich głębię. To właśnie dlatego modlitwa jest po pierwsze słuchaniem Boga, który do nas przemówił. Jest nie tyle zatopieniem się w świat własnych przeżyć i doświadczeń, ile spotkaniem się z Jezusem, który uczy nas modlitwy. 

Spoglądając na całość Modlitwy Pańskiej, Benedykt XVI wyróżnia dwa jej momenty, które są niejako dwoma biegunami, między którymi rozpościera się droga modlącego się człowieka: droga do bycia blisko Boga, będąca zarazem drogą do pełni człowieczeństwa. Pierwszy biegun ma coś z Wielkanocy, drugi – raczej z Wielkiego Postu. Spróbujmy im się po kolei przyjrzeć.

Pierwsze prośby dotyczą Boga, są zatroskaniem o Jego sprawy na tym świecie. Czy ten porządek tak naprawdę trochę nas nie drażni, czyż nie wolelibyśmy skupić się na tym, co nas zaprząta? Takim wydaje się być naturalny odruch ludzkiego serca. A jednak to Jezus, który „wie, co w człowieku się kryje” (por. J 2, 25), daje nam do ręki klucz do zrozumienia tajemnicy naszego człowieczeństwa: aby wiedzieć, o co tak naprawdę w naszym życiu chodzi i o co powinniśmy prosić, trzeba nam na samym początku skierować wzrok na Boga i zatroszczyć się o Jego sprawy na tym świecie. Nie poprzez skupienie się na samym sobie, ale właśnie w ten sposób staniemy w prawdzie, zobaczymy świat, innych ludzi i siebie samych, takimi, jakimi rzeczywiście jesteśmy. Tak sformułować możemy jedną z najważniejszych prawd Pisma Świętego: To Jezus, Bóg wcielony „zna się tak naprawdę na życiu”. Zaczynając od niego, można sensownie wyruszyć na drogi naszego człowieczeństwa. Przychodzimy więc do niego z prośbą o to, co najistotniejsze: „Pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy” (J 14, 8). 

Pierwsze słowo Modlitwy Pańskiej brzmi: Ojcze. To wielka pociecha, że do Boga możemy zwracać się w taki sposób. W tym streszcza się to, czym jest zbawienie: nazywamy Boga Ojcem, gdyż przez Jezusa Chrystusa uczynił nas swoimi dziećmi w Duchu Świętym. Oto wiemy, kim jest Bóg, kim my jesteśmy i jakie drogi mamy przemierzać w naszym życiu. Już nie musimy błądzić – jest nam dana dobra nowina o nas samych i o świecie, w którym żyjemy. 

Ojciec – ale co to tak naprawdę znaczy? Często powtarza się, że cechą wyróżniającą nasze czasy jest częsty brak prawdziwego doświadczenia ojcostwa. Pewnie jest to prawdą i nierzadko trudnością w nawiązywaniu relacji z Bogiem. Joseph Ratzinger kładzie jednak nacisk na to, że zwracanie się do Boga słowem „Ojcze” nie jest projektowaniem na niego naszej idei i naszych doświadczeń ojcostwa, ale że to Jezus ukazuje nam, czym ojcostwo powinno być. Patrząc na Syna Bożego, na jego gesty i słowa, na całe jego życie, odkrywamy, kto to Ojciec, który jest w niebie: Jego Ojciec i nasz Ojciec. To On jest miarą ziemskiego ojcostwa, a nie na odwrót. Nie zapominajmy: Modlitwa Pańska uczy nas na pierwszym miejscu spojrzenia na Boga, aby w ten sposób dostrzec i ocenić to, co ludzkie. Jezus mówi o tym bardzo wyraźnie: „Nie nazywajcie też nikogo na ziemi ojcem, gdyż macie tylko jednego Ojca, który jest w niebie” (Mt 23, 9). I nie chodzi tutaj o używanie słów i tytułów, ale o odpowiedź na pytanie, co ostatecznie jest fundamentem rzeczywistości. Doświadczyć tego możemy, zdobywając się na życie jako Jego córki, jako Jego synowie.

Ale czy rzeczywiście możemy tego w naszym życiu doświadczyć? W wielu religiach nie było bynajmniej oczywiste określanie Boga mianem dobrego Ojca. Bogowie byli często takimi, jakimi wydaje się być los: kapryśni, zmienni, czasami okrutni. Czyż jednak my w głębi duszy nie odczuwamy czasami podobnie: Takie jest życie! – powtarzamy nierzadko zrezygnowani w obliczu wielkich dramatów bądź też codziennych rozczarowań. Więc czy Bóg nie jest również właśnie taki? Benedykt XVI mówił o tym w swej ubiegłorocznej homilii na Boże Narodzenie:

„Dla ludzi czasów przedchrześcijańskich, którzy w obliczu okropności i przeciwieństw świata obawiali się, że także Bóg nie jest do końca dobry, że mógłby być niewątpliwie także okrutny i despotyczny, była to prawdziwa «epifania» — objawienie, wielkie światło, które nam się ukazało: Bóg jest czystym dobrem. Także dzisiaj ludzie, którzy nie potrafią już rozpoznać Boga w wierze, zastanawiają się, czy ostateczna moc, będąca u podstaw świata i go podtrzymująca, jest rzeczywiście dobra, czy też zło nie jest tak samo potężne i pierwotne jak dobro i piękno, które w jasnych chwilach spotykamy w naszym wszechświecie. «Ukazała się dobroć i miłość (…) Boga, do ludzi»: to jest nowa i pocieszająca pewność, która jest nam dana w Boże Narodzenie”.

Modląc się Ojcze nasz stajemy na gruncie tej pocieszającej pewności i wiemy: jesteśmy zbawieni, mamy Ojca, a nasze życie jest w Jego rękach.

Śledź Nas