Press "Enter" to skip to content

SŁUCHAĆ ZNACZY WCZUĆ SIĘ
Andrzej Ruszała OCD

Po swoim nawróceniu i potem po przyjęciu chrztu świętego 1 stycznia 1922 r. Edyta Stein rozpoczyna swoją duchową drogę poznawania Chrystusa i przyjaźni z Tym, który dla chrześcijan jest „drogą, prawdą i życiem” i bez którego nikt nie może przyjść do Ojca (por. J 14:6). Już wcześniej, podczas pobytu Edyty w Heidelbergu, w drodze na egzamin doktorski do Fryburga miał miejsce epizod, który zwrócił jej uwagę na realną obecność Chrystusa w Kościele katolickim w Najświętszym Sakramencie i osobową więź z Nim podczas modlitwy. W Heidelbergu też panna Stein spotkała Paulinę Reinach, siostrę Adolfa Reinacha,profesora fenomenologii z Getyngi i – jak opisuje – „wstąpiłyśmy na kilka minut do katedry i gdyśmy tam pozostawały w nabożnym milczeniu, weszła jakaś kobieta obarczona koszykiem i uklękła w jednej z ławek na krótką modlitwę. Było to dla mnie coś zupełnie nowego. Do synagogi i zborów protestanckich, do których chodziłam, szło się tylko na nabożeństwo. Tu ktoś oderwał się od wiru zajęć, aby wstąpić do pustego kościoła, jakby na poufną rozmowę. Nigdy tego nie zapomnę” (Światłość w ciemności, Kraków 1977, s. 176).

Później, po przyjęciu chrztu św., poznaje i z fascynacją przeżywa różne formy modlitwy, w szczególności modlitwę liturgiczną oraz modlitwę osobistą. Dzięki kontaktom z benedyktynami z opactwa w Boyron poznaje modlitwę liturgiczną. Liturgię odkrywa jako modlitwę Kościoła, która koncentruje się na Osobie Jezusa Chrystusa. Owocem autentycznego uczestnictwa w misterium Chrystusa za pośrednictwem liturgii jest zawsze doświadczanie pewnej harmonii pomiędzy liturgią a życiem do tego stopnia, że samo życie człowieka staje się niejako aktem liturgicznym. Wtedy też „jego dusza coraz bardziej będzie się wypełniać życiem Chrystusa i spontanicznie szukać Bożego życia we wszystkich ludziach, z którymi wchodzi w relację” (E. Stein, Edith Steins Werke, Freiburg, t. XII, s. 122).

Osoba Jezusa Chrystusa dla naszej Świętej stoi w centrum nie tylko modlitwy liturgicznej, lecz również modlitwy osobistej. Lektura Życia św. Teresy od Jezusa wprowadza Edytę Stein w świat osobistej modlitwy wewnętrznej, rozumianej jako przyjacielska rozmowa z Bogiem, o którym wiemy, że nas kocha. To osobiste wewnętrzne spotkanie modlitewne z Bogiem realizuje się w Jezusie Chrystusie. Od momentu lektury Życia św. Teresy od Jezusa przyjaźń z Chrystusem i jej pogłębianie poprzez modlitwę osobistą stanie się dla Edyty potężnym środkiem prowadzącym ją do zjednoczenia z Bogiem. Kiedy była krytykowana za to, że w swych konferencjach o etosie zawodów kobiecych zbyt mocno podkreślała wymiar nadprzyrodzony i konieczność zależności od Chrystusa, odpowiada: „gdybym nie miała o tym mówić, nie weszłabym chyba na żadną mównicę. W istocie, zawsze mam do powiedzenia tylko jedną małą i prostą prawdę: jak rozpocząć życie, trzymając za rękę Pana” (Pisma, Kraków 2000, t. II, s. 108-109).

Edyta Stein za swoje przyjmuje terezjańskie rozumienie modlitwy jako przyjacielskiego przebywania i dialogu z Bogiem. Ubogaca przy tym rozumienie tego modlitewnego, miłosnego dialogu, odwołując się do swoich wcześniejszych analiz, dotyczących najgłębszej według niej formy dialogu, zrozumienia i komunii z drugim człowiekiem, jakim jest wczucie, którego problematykę podjęła w swej rozprawie doktorskiej. Owo wczucie rozumie jako empatię, a więc, jak sama to określa, jako pewien rodzaj aktów doświadczenia tego, co przeżywa drugi człowiek na płaszczyźnie zmysłowej, psychicznej czy też duchowej. W akty takiego doświadczenia zaangażowany jest cały człowiek, a więc zarówno jego intelekt, wola, uczucia i zmysły. Doświadczenie to nawiązuje jednocześnie pewien rodzaj komunii z danym człowiekiem.

Edyta Stein zwraca przy tym uwagę, że analogicznie można mówić o poznaniu i komunii poprzez empatię z Bogiem. Biblijna wiara nie jest bowiem tylko sądem intelektu, lecz poznaniem, w które jest zaangażowany cały człowiek i którego dopełnieniem jest egzystencjalne przylgnięcie człowieka wierzącego do Boga i zawierzenie Mu siebie.

Czytaj dalej w najnowszym numerze „Głosu Karmelu”