Press "Enter" to skip to content

JESTEM KARMELITANKĄ?
Tomasz Nowak OP

Ze św. Teresą spotkałem się po raz pierwszy w dominikańskim nowicjacie. Pamiętam, jak przeczytałem w jednym z jej pism mistycznych, że nieczęsto, ale się zdarza, iż człowiek usłyszy głos Boga uszami zmysłowymi. Przyniosło mi to wielką ulgę, gdyż od kilku lat żyłem dręczącą mnie obawą, że moje powołanie zakonne nie jest autentyczne. Usłyszałem bowiem w kieleckiej katedrze, po spowiedzi, zewnętrzny głos, który do mnie mówił: „Będziesz bratem zakonnym”. Byłem przekonany o autentyczności tego doświadczenia i dlatego wstąpiłem do dominikanów, niemniej nie słyszałem nigdy wcześniej o podobnych sytuacjach, więc z czasem zaczęło mi się wydawać, że mogło to być omamem, a nawet zrodziła się we mnie obawa dotycząca choroby psychicznej. To jedno zdanie św. Teresy przyniosło mi wielką ulgę. 

Może właśnie to doświadczenie ośmieliło mnie, by zainteresować się głębiej życiem duchowym, a szczególnie mistyką. Gdy przyszedł czas na decyzję co do tematu pracy magisterskiej, a moi przyjaciele postanowili pisać o mistykach dominikańskich, Janie Taulerze i Mistrzu Eckharcie, ja zdecydowałem, by zająć się myślą św. Teresy. W oparciu o lekturę Twierdzy wewnętrznej, a także innych dzieł, chciałem poznać sprawdzoną i potwierdzoną przez Kościół drogę dojścia do zjednoczenia z Bogiem. Była to dla mnie bardzo ważna nauka. Z czasem ogromnie zaprocentowała w moim osobistym rozwoju, a także stała się podstawowym narzędziem w kierownictwie duchowym i prowadzeniu innych ludzi na drodze wiary. Mogę z całą pewnością powiedzieć, że św. Teresa stała się moją mistrzynią życia duchowego. Co jakiś czas wracam do jej pism, a jej osoba od lat niezmiennie jest dla mnie inspiracją, drogowskazem i tą, która z niezwykłą prostotą wyjaśnia tajniki i subtelności życia wewnętrznego. 

Jako wędrowny kaznodzieja nie żyję na co dzień ideałami Karmelu, które wymagałyby więcej skupienia i odosobnienia. Zdecydowałem się, by według pomysłu św. Dominika, głosić Ewangelię wszystkim, wszędzie i na wszystkie sposoby. W życiorysie św. Teresy znajdujemy wzmianki, że bardzo ceniła dominikanów, a jednemu z nich zawdzięcza kluczowy moment w swoim życiu, czyli powrót do modlitwy wewnętrznej. Możemy jednak zauważyć w jej pismach uwagi dotyczące kaznodziejów, które stały się dla mnie kluczowe. Święta pisze choćby, że piękne mówienie kazań i podobanie się słuchaczom to zbyt mało, by głoszący Ewangelię mógł być zadowolony. Jeśli po kazaniu nikt się nie nawraca, nie idzie do spowiedzi i nie decyduje o zmianie na lepsze swego dotychczasowego sposobu życia i postępowania, nie można mówić o kaznodziejstwie według zamysłu Bożego. Ta uwaga św. Teresy całkowicie zmieniła moje podejście do głoszenia. 

Przypominam sobie jeszcze jeden przełomowy fragment. Święta Teresa pisze w nim o wielkim niebezpieczeństwie, na które narażony jest każdy człowiek praktykujący życie duchowe. Zauważa, że jej siostry dużo częściej grzeszą małodusznością niż uniżonością. Potrafią przyjmować z pokorą najróżniejsze trudności, ale mają problem z przyjmowaniem siebie samych w poczuciu wartości i godności wypływającej z faktu, że są Dziećmi Bożymi. Przywołując fragment Listu do Hebrajczyków: „Jezus Chrystus, wczoraj i dziś, ten sam także na wieki”, przekonuje, że bardzo często wpadamy w pułapkę myślenia o wielkości i szlachetności świętych, przeciwstawiając temu naszą grzeszność, słabość i małość. Mówi, że tego typu myślenie jest fałszywą pokorą i trzeba się z niej jak najszybciej wyzwolić. Przynosi to ogromną szkodę nie tylko nam, ale także tym, którzy idą za nami po ścieżce życia duchowego. Owszem, możemy wspominać św. Franciszka czy św. Dominika jako wielkich przyjaciół Pana Boga, ale jeśli Jezus Chrystus jest dokładnie taki sam dla mnie tu i teraz, jak był przed wiekami dla nich, to zajmowanie się oglądaniem wstecz, nawet gdyby było pełne podziwu i uwielbienia, nie przymnaża rozwoju i nie staje się duchowym wsparciem ani dla nas, ani dla następców. Dlatego z całą pokorą zachęca do wielkoduszności i starania się, by w życiu duchowym osiągać wysokie cele.

Czytaj dalej w najnowszym numerze “Głosu Karmelu”