Press "Enter" to skip to content

BÓG MIŁOŚNIKIEM PROCESU
Paweł Porwit OCD

Spoglądając na biblijną historię Zbawienia, a następnie na pierwsze wieki Kościoła i jego dzieje, przekonujemy się, że Bóg nie tylko szanuje naturalny rytm życia, który nazywamy procesem, ale co więcej, jest jego miłośnikiem i pasjonatem. Ten, który jest Wieczny − a nawet Przedwieczny! − pokornie wchodzi w bieg czasu i uczestniczy w historii. Jahwe stopniowo i cierpliwie odsłania swoje Imię i Oblicze, pozwalając nam dojrzewać, gubić się i odnajdywać, wzrastać i cofać na drodze w wierności.

Bóg stwarzając świat, powołał nas do istnienia w czasie kosmicznym. Poprzez Wcielenie − przychodząc w Jezusie, stał się dla nas Bogiem historycznym. Syn Boży, który stał się człowiekiem, przechodzi zwyczajną drogę rozwoju osoby ludzkiej. Jezus jest z nami i uświęca każdą ludzką historię. Emmanuel, jako embrion, rozwija się w łonie Matki, następnie przechodzi traumę narodzin, dojrzewa, wzrasta, uczy się, rozwija swoje kompetencje fizyczne i społeczne.

Nawiązując do teorii Eriksona, będącej tłem naszych rozważań, zgodnie z zapowiedzą, podejmujemy pierwszy dylemat rozwojowy, jakim jest kwestia zaufania (basic trust). Dylemat ów obejmuje pierwszy rok życia (okres niemowlęctwa). Jest to fundamentalny kryzys, który domaga się egzystencjalnego rozstrzygnięcia: zaufać – nie zaufać. Ma on miejsce w momencie życia, gdy całym światem dziecka jest jego matka. To właśnie ona stanowi wtedy fundamentalny punkt odniesienia. Jest to osoba, z którą dziecko się utożsamia, a nawet więcej – która jest dla niemowlęcia ubóstwianym idolem. Rodzące się stopniowo poczucie bezpieczeństwa pozwala powoli przeżywać chwile fizycznej nieobecności rodzicielki − pozytywna jakość tej relacji umożliwia dziecku eksplorowanie rzeczywistości (choć pamiętajmy, że nieobecność matki na tym etapie oznacza dla małego człowieka jej nieistnienie). Powrót matki uruchamia natomiast pozytywną reakcję emocjonalną (dziecko cieszy się i wita ją). Z pozytywnie rozstrzygniętego konfliktu pomiędzy podstawową ufnością a podstawową nieufnością rodzi się nadzieja. W sytuacji jednak, gdy bardzo wcześnie dominująca stanie się nieufność, słabnie – jak stwierdza E. Erikson – antycypacja przyszłości w sensie poznawczym i emocjonalnym. To doświadczenie pierwotnej nadziei stanowi źródło inspiracji dla każdego wymiaru życia, w którym w sposób ufny człowiek oczekuje spełnienia własnych pragnień.

Spoglądając z tej perspektywy na Kościół, który także rodzi się i dojrzewa, widzimy wspólnotę prowadzoną bardzo pedagogicznie. Jest to Kościół w procesie. Jego pierwszym kryzysem rozwojowym jest brak zaufania i lęk. To Kościół zamknięty w wieczerniku, który przeżywa tragedię nieobecności swego Mistrza. Na tym etapie Wspólnota nie jest w stanie wyobrazić sobie przyszłości swego istnienia, bo czy może istnieć bez Jezusa? Jego odejście kwestionuje wszystko − łącznie z racją istnienia wspólnoty. Wraz z odejściem Mistrza wszystko legło w gruzach. Na tym etapie uczniowie nie mają odwagi wyjścia na zewnątrz, poza wieczernik, gdyż stracili z oczu swego Pana.

Czytaj dalej w ostatnim numerze “Głosu Karmelu”