WIECZNY DIALOG
Danuta Piekarz

Podejmuję się zadania, dobrze wiedząc, że jego pełna realizacja jest niewykonalna. Bo cóż ja, słaby człowiek, mogę powiedzieć o relacji łączącej Boga Ojca z Bogiem Synem? Tak trudno nam wczuć się w myślenie drugiego człowieka, trudno wyobrazić sobie jego modlitwę, a co dopiero modlitwę Boga – Człowieka! Co prawda ewangeliści przekazali nam pewne wiadomości o modlitwie Jezusa, jej okolicznościach i treści, ale zawsze istnieje ryzyko, że będziemy interpretować te teksty przez pryzmat naszej słabej modlitwy, nie uwzględniając wyjątkowości relacji tych dwóch Osób. Zanim więc zaczniemy zgłębiać teksty biblijne dotyczące Jezusowej modlitwy, spróbujmy przyjrzeć się przez chwilę relacji łączącej Ojca i Syna.

Zdumiewający jest już sam fakt, że w Boskiej Trójcy jest Ojciec i Syn, a obaj są równie odwieczni. Ojciec nieustannie przekazuje życie Synowi, a Syn nieustannie je otrzymuje – wszak na tym właśnie polega ojcostwo i synostwo – na udzieleniu i przyjęciu daru życia, z tą jednak różnicą, że w Bogu dokonuje się to w wiecznym teraz, podczas gdy w ludzkim ojcostwie jest to jednorazowy fakt, ponadto ludzki ojciec przekazuje życie otrzymane od Tego, który jest źródłem wszelkiego ojcostwa. W Bogu trwa wieczne dziś, dlatego w Credo używamy tej szczególnej formuły: „Z Ojca jest zrodzony”. Jezus ma świadomość, że Ojciec darzy Go miłością wieczną, czuł się kochany jeszcze przed założeniem świata (J 17,24). Syn ze swej strony odwzajemnia tę miłość: „Niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca i że tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał” (J 14,31). Znamienne jest to, że Jezus kilkakrotnie mówi o miłości Ojca do Niego, a tylko raz, właśnie tutaj, wyznaje swoją miłość do Ojca, o której przecież świadczy całym życiem. Warto zwrócić uwagę na kontekst tych słów: Jezus wypowiada je w wieczerniku, tuż przed podjęciem Męki, która będzie najwyższym dowodem tego, jak wielka jest Jego miłość wobec Ojca. „Zachowałem przykazania Ojca mojego i trwam w Jego miłości”. Największa miłość, jaka istnieje, miłość Osób Boskich, jest też miłością zdolną do wielkich ofiar.

Skoro Bóg jest miłością, to jasne, że relacje łączące te Osoby muszą być właśnie relacjami miłości. Co więcej, Bóg jest miłością dlatego, że jest Trójcą. My przywykliśmy rozumieć to określenie Boga w odniesieniu do nas: On jest miłością, bo nas kocha. Ale kogo kochał przed stworzeniem świata? Miłość potrzebuje jakiegoś „Ty”, do którego się kieruje. W Bogu jednak to „Ty” jest ściśle powiązane z „Ja”, gdyż Osoby posiadają tę samą naturę, ponadto łącząca je miłość jest Osobą, to Duch Święty. Duch Święty łączy więzią miłości Ojca z Synem i Syna z Ojcem.

Istnieje bardzo ciekawa ikona „Chrystus – Święta Cisza”. Dawniej nie rozumiałam, jak można nazywać Ciszą Tego, którego Pismo święte nazywa Słowem. Ktoś podał mi piękne wyjaśnienie: Jezus jest tak otwarty na Ojca, na Jego wolę, że ma w sobie całkowitą ciszę, by przyjąć Ojca, Jego słowo. Moglibyśmy powiedzieć trochę „technicznie”, że w Synu nie ma żadnych zakłóceń w odbiorze przekazu od Ojca: cały otwarty na Jego miłość, cały otwarty na Jego wolę. Ta otwartość jest zarazem bardzo dynamiczna. Gdy czytamy prolog Ewangelii Janowej, może nas zmylić polskie tłumaczenie „Słowo było u Boga”. Dosłowny przekład brzmiałby: Słowo było [zwrócone] ku Bogu”, w nieustannej relacji z Nim, pragnące pełnić wolę Ojca.

Jezus wie, że Ojciec w swojej wielkiej miłości oddał Mu wszystko (J 12,3), a dokładniej – z wyjątkiem tego, czego oddać nie sposób – swojego ojcostwa. Wszystko oddał, wszystko przekazał. „Oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego” (J 15,15). „Syn nie może niczego czynić sam z siebie, jeśli nie widzi Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni” (J 5,19). Te ostatnie słowa wyraźnie nawiązują do zwyczajów panujących w Ziemi Świętej: syn uczył się zawodu od ojca, obserwując jego pracę. Jezus jak Bóg, rzecz jasna, nie musiał uczyć się niczego, ale przez ten obraz zapewnia swoich słuchaczy, że Jego działanie i nauczanie jest absolutnie godne zaufania, gdyż są całkowicie zgodne z działaniem Ojca. I ta jedność działania jest jeszcze jednym dowodem dla Jezusa, iż Ojciec zawsze Mu towarzyszy. Pewność obecności Ojca pomaga Jezusowi przetrwać najtrudniejsze chwile – Męki, opuszczenia przez uczniów, którzy rozproszą się – „każdy w swoją stronę, a Mnie zostawicie samego. Ale Ja nie jestem sam, bo Ojciec jest ze Mną” (J 16,32).

Jezus wie, że Jego działalność na ziemi przynosi chwałę Ojcu i On robi wszystko, by otoczyć Ojca chwałą. Jest to przedziwna właściwość Osób Boskich, jakże odmienna od zwyczajów ludzkich: każda Osoba stara się otoczyć chwałą inną Osobę, a nie siebie. Syn i Duch nie mówią od siebie, nie podkreślają własnej ważności, ale pomagają uczniom przyjąć przesłanie od innej Osoby. Jezus tak mówi do Ojca: „Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, otocz Mnie u siebie tą chwałą, którą miałem u Ciebie wpierw, zanim świat powstał” (J 17,4n). Podobnie i Duch Święty, gdy zstąpi na uczniów, „nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi. Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego weźmie i wam objawi” (J 16,14-15). Według ludzkich zwyczajów gdy władca chce okazać swoją potęgę, zabiera poddanym ich dobra (choćby poprzez podatki), by móc utrzymać swój coraz wspanialszy dwór. Tymczasem Osoby Boskie ukazują nam chwałę przez to, że dzielą się z nami niebieskim dobrami: Syn przekazuje nam dobra od Ojca, a Duch – od Ojca i Syna.

W swoim ziemskim życiu Jezus podkreśla świadomość swojej więzi nie tylko z Ojcem, ale też z Duchem Świętym. Widocznym znakiem tej jedności było zstąpienie Ducha na Jezusa podczas chrztu w Jordanie, a zaraz po tym wydarzeniu, jak mówi św. Marek, Duch wyprowadził (a dosłownie wręcz: wyrzucił) Jezusa na pustynię (Mk 4,1). Gdy niedługo potem Jezus powróci do rodzinnego Nazaretu, odczyta proroctwo Izajasza „Duch Pański spoczywa na Mnie” (Łk 4,18), zaznaczając, że to w Nim spełniają się słowa proroka.

Jak wspomnieliśmy, Duch łączy Jezusa z Ojcem, co wyraźnie widać w Łukaszowym opisie, gdy Jezus „rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie” (Łk 10,21). Jezus zachwyca się wolą Ojca, przyjmuje ją jako swoją radość, a Duch pomaga Wcielonemu Synowi rozpoznawać to, co jest miłe Ojcu, a także towarzyszy Mu w tym najwyższym akcie synowskiego posłuszeństwa, jakim jest ofiara krzyżowa. Autor Listu do Hebrajczyków napisze też nieco tajemnicze zdanie, iż Jezus „przez Ducha wiecznego złożył Bogu samego siebie jako nieskalaną ofiarę” (Hbr 9,14). Już Ojcowie Kościoła pięknie interpretowali to zdanie: podobnie jak ogień, który zstąpił z nieba, przenosił przed oblicze Boga dary ofiarne składane przez Izraelitów w świątyni, tak Duch Święty spełnił rolę ognia, który przeniósł przed Boga ofiarę krzyżową złożoną na ziemi. Znów widzimy Ducha łączącego Syna z Ojcem!

Nie jest to jednak tylko prawda o Boskiej Trójcy, oderwana od naszej codzienności. Przecież i my jesteśmy dziećmi Bożymi, nie tylko jako stworzenia, ale przede wszystkim jako złączeni z Jezusem, Jednorodzonym Synem. To w Nim i z Nim zwracamy się do Ojca jako Jego dzieci, a święty Paweł doda nam jeszcze ważną prawdę: „Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg zesłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze!” (Ga 4,6). Żyje w nas ten sam Duch, który łączy Syna z Ojcem, Duch, który modli się w nas, także wtedy, gdy sami nie potrafimy się modlić (por. Rz 8) i to On sprawia, że mamy odwagę zwracać się do Stwórcy nieba i ziemi tym – po ludzku sądząc – zuchwałym tytułem: Abba, Tatusiu, tym tytułem, którym zwracał się do Ojca sam Jezus. Ale skoro Jezus złączył nas ze sobą przez chrzest, podzielił się (na ile to możliwe dla nas jako stworzeń, rzecz jasne) swoją niesłychaną więzią z Ojcem.

Danuta Piekarz, doktor teologii biblijnej, italianistka, tłumaczka i popularyzatorka teologii biblijnej, autorka i rekolekcjonistka związana z Centrum Formacji Duchowej w Krakowie.