TAJEMNICA WZNIESIENIA SIĘ NA TE WYŻYNY UKRYTA JEST W ZAKOCHANIU
José Vicente Rodríguez OCD

Chcąc mówić o miłości, bezapelacyjnie trzeba mówić o Bogu, bo Bóg jest miłością (1 J 4,8.16). Do tego stwierdzenia Jan Ewangelista dodaje: „Miłujemy, ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował”. Obie te – jakże definitywne myśli – motywują Benedykta XVI, by już we wprowadzeniu do pierwszej encykliki Deus caritas est powiedzieć: „Ponieważ Bóg pierwszy nas umiłował, miłość nie jest już przykazaniem, ale odpowiedzią na dar miłości, z jaką Bóg do nas przychodzi”. Już zatem zostaliśmy wprowadzeni w ten otaczający nas nurt miłości, skąd Pan prosi, abyśmy na otrzymaną miłość odpowiedzieli miłością. Owszem, ona nadal pozostaje przykazaniem, ale kierowana jest do nas prośba, abyśmy patrzyli na nią bardziej pod kątem odpowiedzi. Kiedy kocha się prawdziwie, patrzy się nie tyle na obowiązkowość przykazania, ile na to, do czego się nas w nim wzywa.

Jeśli do tej refleksji zaprosimy świętego Jana od Krzyża, zobaczymy w jak stanowczy sposób podkreśla fakt, że dusza rozkochana w Bogu „świadoma jest wielkiego długu, jaki ma u Niego za to, (…) że odkupił ją samym sobą, [za co] winna Mu oddać wszystko i odwdzięczyć się miłością” (PD 1,1). A ponieważ zbawienie jest dziełem najbardziej bezinteresownej i potężnej miłości Chrystusa, osoba nie może Mu inaczej odpowiedzieć, czy odwdzięczyć się inaczej, jak tylko całą miłością swej woli, całym swym bytem, całą swą siłą. Jan od Krzyża, przywołując przykazanie miłości (por. Pwt 6,5) podkreśla, że w tych słowach zawiera się wszystko, co człowiek duchowy winien robić i czego on sam zamierza go nauczyć. Cała więc jego nauka zmierza do tego, aby osiągnąć ten cel. Pragnie doprowadzić osobę do takiego momentu, w którym będzie mogła powiedzieć: „tylko w miłości ćwiczę się wytrwale” (PD 28,7-9). W Janowym poemacie sama dusza tłumaczy treść tego doświadczenia: „wszystkie te zajęcia są teraz wprzęgnięte w ćwiczenie się w miłości Bożej, to znaczy, cała sprawność mojej duszy i mojego ciała, pamięć, rozum, wola, zmysły wewnętrzne i zewnętrzne, pożądania części zmysłowej i duchowej, wszystko porusza się dla miłości i w miłości; wszystko, co czynię, czynię z miłością; wszystko, czego doświadczam, doświadczam, smakując miłości” (PD 28,8-9). To właśnie tę duszę, tak wyćwiczoną w miłości, Jan od Krzyża ogłasza po trzykroć błogosławioną: „szczęśliwe życie, szczęśliwy stan i szczęśliwa dusza, która go osiąga”; stan, w którym ona sama może powiedzieć: „Umiłowany mój, dla Ciebie zniosę każdą cierpkość i każdy trud, byle Ciebie spotkać mogły wyłącznie słodycz i wytchnienie” (PD 28,9-10).

Rzeczywistość, która dokonuje się w tej osobie charakteryzuje się tym, że „znajduje się w zjednoczeniu miłości Bożej, która polega na ciągłej i naturalnej obecności woli miłosnej w Bogu” (tamże 10). W ten sposób odpowiada i odwzajemnia otrzymaną miłość Boga. Definiując tę miłość jako stan zakochania w Bogu, Jan mówi, iż osoba staje się wówczas „łagodna, spokojna, pokorna i cierpliwa” (Słowa światła i miłości 28). Tajemnica wzniesienia się na te wyżyny ukryta jest zatem w zakochaniu. W tym, co Jan w poetycki sposób nazywa „rozpłomienieniem miłości”. To rozpłomienienie lepszą i wyższą miłością, jaką jest miłość Oblubieńca – Chrystusa, jest konieczne, aby pokładając swą radość i siłę w tej miłości, osoba miała odwagę i wytrwałość, by pokonać wszelkie przeszkody. Ważne, aby uświadamiać sobie, że chodzi o wzajemne zakochanie: Bóg, Jezus Chrystus, jest zakochany w duszy a dusza jest zakochana w Nim. Z tego właśnie zakochania rodzi się najbardziej autentyczny chrześcijanin, którego charakteryzuje miłość dojrzała (por. ŻPM 1,8). Z drugiej strony Jan od Krzyża jest bardzo obiektywny i jasny kiedy uczy, że „Bóg, aby zakochać się w duszy, nie kieruje swego spojrzenia na jej wielkość, ale na wielkość jej pokory”. Pokora karmi stan zakochania, zakochanie zaś pomnaża pokorę.

Ponieważ Jan od Krzyża tak wiele i tak pięknie mówi o zakochaniu, komuś – bardzo spontanicznie – może przyjść na myśl pytanie: czy ten człowiek nie był czasem zakochany w jakiejś osobie? Na przykład w swych młodzieńczych latach, jako student w Medina del Campo? Otóż podczas moich lat studenckich dosyć głośną stała się historia Anny od Jezusa (Lobera), pięknej kobiety, o którą zabiegało wielu młodzieńców z Mediny. W 1560 roku, aby uniknąć całego zamieszania, jakie wokół niej się pojawiło, za zgodą swego starszego brata, wraz z babcią wyjechała do Plasencji. Nie ma żadnych informacji jakoby Jan de Yepes był zamieszany w tę sprawę, ale jest czymś bardzo prawdopodobnym, że przynajmniej się o tym dowiedział. Czy możliwe, aby był jednym z owych adoratorów?

Doświadczona francuska grafolog, Suzanne Bressard wydała następującą opinię na temat charakteru pisma Jana od Krzyża: „Bardzo mocno zaakcentowana harmonia odsłania poruszenia wrażliwości i serca. Są one tak bogate, że ma się wrażenie, iż ten człowiek spróbował wszystkiego i zrozumiał wszystko”. Kiedy po raz pierwszy przeczytałem powyższą opinię pomyślałem, że niewykluczone, iż młody Jan de Yepes doświadczył zwyczajnego, ludzkiego zakochania. Zatem przy jednej okazji, wiele lat temu, właśnie w Medina del Campo odniosłem się do osoby Anny od Jezusa (Lobera). Ktoś zinterpretował to nawet jako fakt historyczny. Tymczasem w mojej opinii ludzkie zakochanie Jana od Krzyża pozostaje tylko i wyłącznie w sferze możliwości. Nie mamy na to dowodów. Oczywistym jest, że mówiąc tak wiele o zakochaniu między Bogiem i duszą, dobrze wie, czym jest ludzkie doświadczenie zakochania. Moglibyśmy tu przytoczyć pewien jego komentarz. Pisze: „Osobliwą właściwością zakochanych jest to, że nade wszystko przedkładają radość rozkoszowania się sobą w odosobnieniu, z dala od wszelkich stworzeń i jakiegokolwiek towarzystwa. I choćby nawet byli razem, ale w obecności jakiegoś obcego towarzystwa, i choćby nawet nie próbowali nawiązać z tym towarzystwem ani rozmowy, ani kontaktu, a towarzystwo z nimi, już sama jego obecność wystarcza, aby zakochani nie radowali się sobą tak, jak tego pragną. Przyczyną tego jest fakt, że miłość jest zjednoczeniem dwóch samotności, które pragną udzielać się sobie w odosobnieniu” (PD 36,1).

W obliczu tego – jakże delikatnego i autentycznego – opisu ludzkiego stanu zakochania, nietrudno przeczuć, że Jan od Krzyża doskonale znał uczucia towarzyszące temu doświadczeniu. I właśnie z tej perspektywy interpretuje fragment Pieśni duchowej. Poruszając temat narzeczeństwa duchowego mówi: „Bóg jedynie wedle woli i miłości duszy udziela jej swej łaski i miłości. Oznacza to, iż prawdziwie zakochany powinien starać się, by mu nie zabrakło ani jednego, ani drugiego, gdyż tylko w ten sposób (jak już mówiliśmy) najbardziej może poruszyć Boga (o ile można się tak wyrazić), aby Ten obdarzał go jeszcze większą miłością i jeszcze większe znajdował wytchnienie w jego duszy” (PD 13,12).

Co zatem należy zrobić, aby osiągnąć tę wzniosłą miłość? Jan odpowiada, że „należy wprawiać się w tym, co o miłości mówi Apostoł: „Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, co da się znieść, wszystkiemu wierzy, to znaczy temu, czemu wierzyć należy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma, to znaczy to, co z miłością jest zgodne” (1 Kor 13,1-13). Tak więc, najważniejsze słowo Jana od Krzyża skierowane do kogoś, kto chciałby dojść do świętości, ukryte jest w Pawłowym hymnie o miłości. Tę miłość możemy przeżywać i ciągle się w niej ćwiczyć w naszym życiu, dzień po dniu. Aby przeżywać w wierności wszystkie wymagania tej miłości, trzeba żyć w stanie zakochania w Chrystusie Jezusie, którego spotykamy obecnego i żyjącego właśnie w tych, którzy są najbliżej nas. Chodzi o absolutnie bezinteresowną, wolną od egoizmu odpowiedź na tę miłość, jaką kocha nas Pan.

tłum. Lidia Wrona CM

José Vicente Rodríguez OCD, karmelita bosy, redaktor sześciu wydań Dzieł św. Jana od Krzyża oraz autor wielu pozycji na temat osoby i doktryny karmelitańskiego mistyka. Wieloletni, bo od 1957 roku, wykładowca tejże doktryny w wielu krajach Europy (Austria, Niemcy, Włochy, Czechy, Malta) oraz na innych kontynentach. Tym, którzy mówią o nim jako o wielkim specjaliście od św. Jana od Krzyża ma zwyczaj mówić, że nie wie jeszcze zupełnie nic i że przy jego 91 latach towarzyszy mu nadzieja, że zdoła nauczyć się jeszcze czegoś, czego naprawdę warto.