SKĄD SIĘ BIERZE MODLITWA?
Łukasz Piskulak OCD

Słuchając wykładów Nicka Gumble, autora słynnych na całym świecie Kursów Alfa, dotknęły mnie słowa, które zacytował z jednego z wywiadów, jakiego udzielił Freddy Mercury, wokalista słynnego zespołu Queen, na krótko przed śmiercią: „Można mieć wszystko, co jest na świecie możliwe, a jednak być osamotnionym człowiekiem. Sukces zrobił ze mnie światowego idola i dał miliony funtów, ale pozbawił mnie tego jednego, czego potrzebujemy wszyscy – trwałego związku opartego na miłości”. Ostatecznie tylko relacja z Bogiem może być nieskończenie trwała, oparta na nieskończonej miłości. A modlitwa jest nawiązywaniem tej relacji. A skąd bierze się modlitwa?

Pragnienia człowieka

„Boże mój Boże szukam Ciebie i pragnie Ciebie moja dusza” (Ps 63). Modlitwa chrześcijańska nie spada z księżyca: rodzi się z naszych pragnień czegoś więcej. Tego „więcej” szukamy po omacku: w pieniądzach, rzeczach tej ziemi, różnych religiach. Szukamy szczęścia, piękna, sensu, miłości. I jeśli nie odkryjemy tego w spotkaniu z osobą Jezusa Chrystusa, w trwałej więzi z Nim, to nie odkryjemy tego nigdzie. Czeka nas zawód. Nawet jeśli jesteśmy z nazwy Chrześcijanami i mamy wszystko. Nieraz ludzie twierdzą, że wiara jest nudna i nic nie wnosi do ich życia. Ale czy więź z Bogiem, który jest niezmierzoną tajemnicą, pięknem, miłością może być nudna? Czy miłość jest nudna? Czy odkrywanie tajemnic jest nudne? Czy piękno nudzi? Czy więź z Jezusem, który jest życiem, może być nieżyciowa? A może po prostu tego nie odnaleźli, bo nie nawiązali głębokiej relacji z Jezusem?

Jadąc autobusem do Kalwarii Pacławskiej, przysiadł się do mnie młody protestant. Odwoził synka do szkoły muzycznej, bo chciał, by grał i śpiewał na Bożą chwałę na modlitewnych zgromadzeniach. Kiedyś był ministrantem, chodził do Kościoła katolickiego. Ale nie odnalazł w nim radości, nie odnalazł w nim odpowiedzi na swoje pytania, ani żywej, osobistej więzi z Jezusem. Nikt go tego nie nauczył. A to wszystko – według niego – odnalazł w kościele protestanckim. Zabolało mnie to. Zadaje sobie pytanie: „czy sam przeżywam głęboką więź z Jezusem i daje o niej świadectwo radości? Czy prowadzę do niej ludzi? Czy odpowiadam na ich życiowe pytania?”. Każda modlitwa powinna mieć coś z tej fascynacji, płynącej z osobistej więzi z Jezusem. Naszych serc nie zaspokoi tylko zewnętrzna, ustalona formułka modlitewna, do bliżej nieokreślonej „bozi”. Nie zaspokoi chłodna relacja z Bogiem, który ma rysy wielkiego władcy czy sędziego. Może doświadczyliście w swoim życiu takiego głębokiego spotkania i przeżycia. Może tęsknicie za czymś więcej?

Pragnienia Boga

Bóg sam pierwszy nas umiłował (1J 4,19). Jest jednak Ktoś, kto tęskni za nami, zanim my zatęsknimy. On jest pierwszy. Modlitwa nie jest produktem wytworzonym przez nas. Małe dzieci, ścigając się ze sobą z upodobaniem wykrzykują: „Pierwszy!”, kiedy wygrywają. Sportowcy walczą, kto stanie pierwszy na podium. Przychodząc na modlitwę, możemy myśleć, że my jesteśmy pierwsi. Pierwsi przyszliśmy na miejsce spotkania. Pierwsi wypowiadamy słowa, oczekując odpowiedzi. Ale jesteśmy zawsze drudzy. Poszukujemy Boga, a Bóg już nas odnalazł i na nas czeka. Mieszka w nas! Bóg też pierwszy wypowiedział Słowo, które czeka na odpowiedź. Jest odpowiedzią, na wszystkie nasze pytania. Pragniemy Boga, a On już pragnie nas od wieków. Czy ma jakieś złe intencje wobec nas?

Bóg pragnie być kochanym. Do każdego z nas jak do Piotra kieruje to pytanie: „Czy miłujesz Mnie?”. Bóg pragnie uszczęśliwiać nas swoją miłością i cieszyć się naszym szczęściem. Chce, abyśmy mieli życie i mieli je w obfitości (J 10,10), abyśmy Jego radość mieli w sobie w całej pełni (J 17,13), aby Jego miłość w nas była i On w nas (J 17,26). Dlaczego tego chce? Bo kocha za darmo. Trudno w to uwierzyć, bo w życiu codziennym rzadko otrzymujemy coś za darmo. A jeśli tak, to jest podejrzane. Został Pan wylosowany z miliona osób i wygrał Pan za darmo samochód. Wystarczy, że wyśle Pan sms’a i może go odebrać: takie lub podobne prezenty nie raz nam ofiarowano. Dobrze jest zmienić perspektywę modlitwy, nie zaczynać jej od siebie, dostrzec miłującą obecność Kogoś innego, posłuchać Jego głosu. Głęboka modlitwa rodzi się w nas wtedy jako odpowiedź wdzięczności. Rodzi się jako wzajemność. I tak powinna się rodzić.

Zaszczytne zaproszenie

Bóg zaprasza mnie do więzi ze Sobą. To wielki zaszczyt. Czasem myślę odwrotnie, że to ja poświęcam swój cenny czas dla niego. Ja, czyli kto? Z Nim, czyli z Kim? Człowiek z Bogiem. Ktoś, kto bez Boga nic nie może, z Tym, kto bez człowieka może wszystko. Ktoś, kto bez Boga nie może istnieć, z Kimś, kto istniał bez człowieka i bez niego może istnieć. Zaszczytem jest też to, że mogę rozmawiać z Bogiem jak równy z równym. Bóg się zniża do mojego poziomu i podnosi do swojego. Jak Ojciec pochyla się nad swym dzieckiem i podnosi do swojej twarzy. Mogę z Nim rozmawiać twarzą w twarz jak przyjaciel z przyjacielem, jak syn z ojcem. Kiedy? Zawsze! W każdej chwili. U Prezydenta czy papieża muszę czekać tygodniami na audiencję. A Bóg zawsze jest dla mnie wolny. Rzuca wszelkie zajęcia, gdy Jego dziecko przychodzi do Niego.

…do trwałej i głębokiej więzi miłości

Czy są na tej ziemi więzi z definicji trwałe i oparte na miłości? Tak. Prawdziwa przyjaźń trwa przez całe życie albo jej w ogóle nie było. Małżeństwo trwa przez całe życie, albo go w ogóle nie było. Ojcostwo i synostwo trwają przez całe życie. Bóg mnie zaprasza do podobnych więzi ze Sobą. Dzisiaj wielu ludzi ich pragnie jak wody na pustyni, bo ich nie doświadczyło w swoim życiu i swoich rodzinach.

Nazwałem was przyjaciółmi (J 15,15)

Bóg mnie zaprasza do przyjaźni. I przede wszystkim w tym kluczu ma się rozwijać moja modlitwa. Święta Teresa napisała, że modlitwa myślna nie jest niczym innym jak nawiązywaniem przyjaźni, podejmując wielokrotnie nawiązywanie jej sam na sam z Tym, o którym wiemy, że nas miłuje (por. Ż 8,5). „Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was” (J15,4). Bóg zaprasza swój Kościół, czyli mnie także do więzi oblubieńczej na wzór małżeństwa (por. Ef 5,31). Małżeństwo jest tylko obrazem, niedoskonałym odbiciem tej głębokiej więzi. Pisma świętych mistyków mówią o tym przekonująco. A jaki dialog nawiązuje (przynajmniej powinna) żona z mężem? Czy są to słowa nieśmiałe, suche, chłodne? Czy ta więź jest wymuszona obowiązkiem? Czy moja modlitwa ma coś z tej bliskości oblubieńczej? Miłość małżeńska i częściowo przyjaźń polega na dzieleniu wszystkiego ze sobą. Małżonkowie dzielą swój czas, majątek, problemy, radości, życie. Jezus stał się człowiekiem i podzielił los człowieka, jego życie wziął na siebie, od poczęcia do śmierci. Ja dla Jezusa jestem więc przyjacielem i oblubienicą. Czy ja chcę dzielić Jego życie, zapisane w Ewangelii, od A do Z? Czy chcę, by Jezus był dla mnie przyjacielem i oblubieńcem? Modlitwa jest takim sposobem dzielenia się swoim życiem, radościami i smutkami z Jezusem. Ale przede wszystkim powinna być dzieleniem Jego życia, radości i smutków.

Jesteście synami (Ga 4,6)

Dla Boga nie jestem niewolnikiem, ale synem, więc Bóg zaprasza mnie do więzi synowskiej. Święta Teresa zachęca, aby mieć śmiałość dziecka w relacji z Bogiem. „W takie pokory, córki, nie wdawajcie się, ale rozmawiajcie z Nim jak z Ojcem” (D 28,3). Więc jak postępować w dialogu z Nim? Oglądać Go obecnego we własnym wnętrzu, mówić do Niego jak do Ojca, i cieszyć się Nim jak Ojcem (D 28,2). A jak dziecko mówi do ojca? Jak dziecko cieszy się ojcem? Mówi swoimi słowami, wszystko ze szczerością, zadaje pytania, wchodzi na kolana. Czy na mojej modlitwie mam taką śmiałość wobec Ojca? Ta śmiałość możliwa jest jedynie w Duchu Świętym. To On uczy mnie wołać do Ojca Abba – Tato. To On mnie zaprzyjaźnia z Jezusem i czyni go bliskim. To On tworzy więzy miłości, bo jest miłością, rozlaną w sercach naszych (Rz 5,5). Bez Niego nie potrafię się modlić (Rz 8,26), więc nie będę w stanie tych głębokich więzi stworzyć. Muszę Go często wzywać.

Odpowiedź

Każdy z nas może to zaproszenie od Boga do trwałej relacji miłości przyjąć lub nie. I na nie odpowiedzieć. Jak? Jak zbudować ten trwały związek z Nim? Co nas ze sobą łączy i do siebie przybliża? O tym następnym razem.

Łukasz Piskulak OCD, karmelita bosy, duszpasterz, rekolekcjonista i kierownik duchowy.