OBLICZE WIELKIEJ MIŁOŚCI
Cristiana Dobner OCD

D tym jak Bóg wtargnął w życie Edyty Stein, zarówno we wnętrzu jej struktur myślowych jak i znacznie wyrafinowanych mechanizmów koncepcyjnych, rozpoczął się w niej zupełnie wyjątkowy proces, obejmujący pełnię jej człowieczeństwa. Jak to zresztą dzieje się w przypadku każdego, proces ten dostosował się do typu osobowości, w którą wlewała się łaska. Osiągnął jednak takie kolory i odcienie, jakie właściwe są ścieżkom tajemnym. Kiedy Edyta rozmyślała nad działaniem Boga w swoim życiu i w życiu każdej osoby, odczuwała wielką wdzięczność. Dostrzegała tworzącą się wspaniałą mozaikę. W przekonaniu tej karmelitanki siłą kobiety jest jej życie uczuciowe, jej sposób postrzegania osób. Właśnie poprzez poruszenia i stany wnętrza może uświadamiać sobie swój byt, to znaczy kim jest i jaka jest. Ten wewnętrzny świat żyje w nieustannej interakcji ze światem zewnętrznym, z historią oraz bogatą siecią relacji. Edyta Stein jest doświadczonym przewodnikiem w jego odkrywaniu.

Chcąc zbliżyć się do poznania uczuciowości, która żyje we wnętrzu kobiecej duszy, należy nadać fundamentalną wagę formacji tego wnętrza, które – jak pisała Edyta – żyje wielością uczuć, takich jak radość czy smutek, żyje też stanami duszy, takimi jak nienawiść i miłość. Wszystkie rodzą spór człowieka ze światem i z nim samym. Tylko ten, na kim życie wywiera wrażenie, doświadcza poruszenia w sferze uczuć. Kto chce je obudzić, musi wejść w relację z czymś, co go poruszy. Dla młodych dusz będą to przede wszystkim wydarzenia i działania ludzkie, w które obfituje zarówno historia jak i literatura. W pierwszej kolejności wymienić należy wydarzenia współczesne, wszystkie odcienie piękna oraz inne kategorie estetyczne. Bez wątpienia takie nieustannie poruszające wrażenie może wywrzeć na duszy poszukiwana przez osobę prawda. Może ono zostać wywołane przez wszystko, co – jako że pochodzi z innego świata – działa z przyciągającą mocą i w tajemniczy sposób (por. F 60-61). Życie Edyty Stein można przedstawić za pomocą obrazu mostu z czterema przęsłami: życiem żydowskiej rodziny, życiem uniwersyteckim, darem z życia w Karmelu, darem z życia w Oświęcimiu. Tak zresztą sama je przedstawiła już w okresie dojrzałości. Obraz ten scalany jest jednym fundamentalnym pragnieniem, które wybrzmiewa w jednym z jej listów: „Kto szuka prawdy, szuka Boga, [bez względu na to] czy o tym wie, czy też nie” (L 23.03.1938).

Odczuwanie w tej młodej dziewczynie ożywiane było zadziwieniem i zachwytem, które jednak pozostawały wolne od romantycznych tonów. Kochała muzykę Bacha ponieważ dostrzegała w nim czysty, ujęty w ramy surowej prawidłowości, przyciągający ją świat. Jednak zdecydowanie później, dopiero po tym, jak po nawróceniu poznała chorał gregoriański, po raz pierwszy poczuła się jak w domu. To doświadczenie pozwalało jej zrozumieć, z jakiego powodu tak bardzo wzruszały ją kompozycje Bacha. Warto wspomnieć, że będąc jeszcze młodą dziewczyną, kochała różne święta żydowskie. Było jednak wśród nich jedno, które szczególnie wyróżniała – Święto Pojednania, dzień jej urodzin.

W czasie studiów, długo przed tym, zanim została dotknięta miłością Boga, już ujawniała się w niej jej wewnętrzna wrażliwość. Lubiła spacerować drogą prowadzącą na wyspę, na której znajdowała się katedra. Z jakiego powodu? Odczuwała tam świat pokoju i ciszy. Świat antyczny, budowany od wieków. Nie wchodziła jednak do kościołów, zwłaszcza podczas nabożeństw. Ktoś mógłby powiedzieć, że przez delikatność. Ona jednak uważała, że nie ma w kościołach czego szukać. Tylko raz, podczas godzinnej przerwy, weszła w towarzystwie koleżanki z kursu, Julii Heimann do przylegającego do Uniwersytetu kościoła świętego Mateusza.

Przeżywając trudności we współpracy z jej ukochanym mistrzem Husserlem, pisała do swojego przyjaciela, Romana Ingardena, iż zależność od kogokolwiek byłaby dla niej czymś niewyobrażalnym i nie do zniesienia. Paradoksalnie – podkreślała również, że byłaby zdolna oddać się służbie w jakiejś sprawie. Uważała, że przede wszystkim byłaby zdolna zupełnie wypalić się z miłości do jakiejś osoby. Dyspozycyjność jednak, która dla niej była równoznaczna z posłuszeństwem, wykraczała poza jej możliwości.

Po tym, kiedy Bóg wtargnął w jej życie, Edyta przechodziła od jednego odkrycia do drugiego. Jest to doświadczenie wspólne wszystkim osobom, które poprzez wieki odczuwały w sobie wezwanie do wejścia w siebie – we własne wnętrze. Odczuwały one jakieś wewnętrzne przyciąganie na wzór przyciągania magnezu, które okazywało się zdecydowanie silniejsze od wezwań świata zewnętrznego. Raz nim przeniknięte, doświadczały inwazji nowego życia, pełnego mocy i wyniosłości, życia nadprzyrodzonego. Edyta Stein zrozumiała również siłę miłości przeszytą zapomnieniem o samej sobie. Odkryła ją, patrząc na Matkę Boga w chwili, kiedy wypowiada: „Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa Twego”.

W Maryi skupione było całe człowieczeństwo. Za Jej pośrednictwem Edyta mogła uchwycić rękę, jaką wyciągała do niej łaska Boga. W tej relacji odkryła drogę powrotu do stanu posłuszeństwa dzieci Bożych. Maryja zapomina się w Bogu i dzięki temu, dzięki tej pełnej prostoty postawie, sprawa Boga staje się Jej sprawą. Ona sprowadza całą ludzkość z powrotem do pierwotnej, utraconej jedności. W Bogu Maryja obejmuje wszystkich. Czyni to z miłości i z woli zbawienia. Tak oto otwiera się dostępna wszystkim droga. Każdy jednak samodzielnie i osobiście musi podjąć decyzję by nią podążyć.

Dzięki wierze i w jej świetle Edyta wchodzi w żywą strukturę osoby – w ciało i duszę, które są jednością. Dla niej jasne jest to, że duch potrzebuje ciała, by móc poznawać. Każde bowiem poznanie zakłada przekaz informacji, co dokonuje się przez zmysły. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że to konieczne narzędzie może rodzić przeszkody. Będą się one rodzić właśnie dlatego, że zmysły są podatne na przekłamania. Tak jak choroba lub słabość mogą okazać się przeszkodą dla ducha, tak i każde wymaganie fizyczne ogranicza lub może ograniczyć to, co duch pragnie uaktualnić. Z powodu upadłej natury zmysły nie chcą poddać się duchowi. Pragną dominować. W momencie kiedy dochodzą w taki sposób do głosu, pojawia się ryzyko, że życie duchowe zostanie stłumione.

To zakorzenione życie może jednak zakwitnąć, jeśli podda się je formacji. Kiedy wiara będzie żywa. Cóż to jednak może oznaczać? Nic innego jak tylko poznanie Boga, umiłowanie Go i służba dla Niego. Już jako karmelitanka bosa Edyta odkryła a zarazem wskazała, że najważniejszą rzeczą jest powierzenie się niestrudzonemu Bogu w miłości, która jest zupełnym zapomnieniem o sobie, w nieustannym oddawaniu swojego życia tak, by tworzyła się w nim przestrzeń dla życia Bożego.

Pozostaje jednak pewna trudność: jak konkretnie urzeczywistniać miłość? Teresa Benedykta tłumaczy to w liście napisanym do młodej siostry w Echt 30 marca 1940 roku: „Czy mamy obowiązek dążenia do czystej miłości? Oczywiście! Jesteśmy do tego stworzeni. Miłość będzie naszym życiem wiecznym i już tu musimy zbliżać się do niej, tak jak to tylko możliwe. Co więc należy uczynić? Ze wszystkich sił opróżnić siebie: umartwiać zmysły, uwalniać pamięć od obrazów tego świata i przez nadzieję kierować ją ku niebu; umysł ogołocony z naturalnego badania i roztrząsań skierować na Boga w prostym spojrzeniu; wolę – jak już powiedziałam – w miłości poddać woli Bożej. Łatwo powiedzieć, ale pracą całego życia nie osiągnęłoby się celu, gdyby Bóg nie uczynił rzeczy najbardziej istotniej. Możemy być pewni, że nie pozwoli, by zabrakło nam łaski, jeśli wiernie wykonamy „to trochę”, co możemy. A to trochę, biorąc bezwzględnie, znaczy dla nas bardzo wiele. Musimy się przy tym strzec, by nie badać i nie mierzyć, jak daleko jesteśmy na tej drodze. To wie sam Bóg.

Wszystko, co w sobie rozpoznajemy, także nasze błędy i przewinienia, to jedynie rozświetlona część powierzchni. Głębia, gdzie to powstaje, jest w znacznym stopniu ukryta dla nas samych. Jedynie Bóg ją zna i może oczyścić”. To właśnie Prawda, tak długo poszukiwana przez Edytę, ukazała jej Oblicze wielkiej Miłości.

Cristiana Dobner OCD, karmelitanka bosa z klasztoru w Concenedo di Barzio (Włochy). Ukończyła studia z zakresu literatury, filozofii oraz różnic płci na uniwersytetach w Trieście oraz Barcelonie. Doktor nauk teologicznych z zakresu Teologii Wschodniej. Autorka wielu książek i artykułów na temat osoby i przesłania św. Teresy Benedykty od Krzyża (Edyty Stein). Publikuje między innymi w L’Osservatore Romano.