MENAŻERIA MISTYCZNA:
O DUCHOWOŚCI PSA
Marian Zawada OCD

Słowo „menażeria” kojarzy się dosyć swobodnie ze skupiskiem zwierząt lub też grupą osób o różnorakich charakterach i wyglądzie, czasem ze zbieraniem dziwacznych przedmiotów. Można mówić o mistyce kamieni (chociażby nowa Jerozolima z Apokalipsy), czy mistyce roślin i drzew. Można być zaskoczonym, ale w temacie mistyki spotykamy również odniesienia do zwierząt. Nie trzeba od razu mówić o jakimś bestiarium mistycznym, ale warto odnaleźć głębię prawdy o wezwaniu całego stworzenia do uwielbienia Boga. W psalmie 148 czytamy: „Chwalcie Pana z ziemi, potwory (dosł. olbrzymie węże wodne) i wszystkie morskie głębiny, ogniu i gradzie, śniegu i mgło, gwałtowny huraganie, co pełnisz Jego słowo, góry i wszelkie pagórki, drzewa rodzące owoc i wszystkie cedry, dzikie zwierzęta i bydło wszelakie, to, co się roi na ziemi, i ptactwo skrzydlate, królowie ziemscy i wszystkie narody, władcy i wszyscy sędziowie na ziemi, młodzieńcy, a także dziewice, starcy wraz z młodzieżą niech imię Pana wychwalają, bo tylko Jego imię jest wzniosłe”.

Chwała Pana – to po pierwsze. Drugim argumentem jest ten, że samotny Adam, zanim miał swą kobietę i jakichkolwiek sąsiadów, znał przede wszystkim towarzystwo zwierząt i wymyślał im codziennie nowe imiona. Po trzecie, co tu dużo przekonywać, kiedy Chrystus przebywał na pustyni – jak mówi Pismo: „żył tam wśród zwierząt, aniołowie zaś usługiwali Mu” (Mk 1,13). Dlatego też, gdy mówimy o zwierzętach, one przywołują anioły – towarzystwo ze wszech miar pożądane. A dla świętego Piotra, który miał tyle podejrzeń co do zwierząt, Pan zrobił dziurę w niebie i spuścił z niego „wszelkie zwierzęta czworonożne, płazy naziemne i ptaki powietrzne” jako uświęcone (Dz 10,12-13). I zabrał je z powrotem do nieba (Dz 10,16). Tak, że być może, towarzystwo zwierząt będzie częścią naszej wieczystej radości!

W literaturze religijnej wiele zwierząt ubrano w piękne i znaczące metafory, tak, że warto odnajdywać w nich sprzymierzeńców, tym bardziej, że wtedy łatwiej odnajdujemy siebie w trzodzie zasłuchanych owiec i obecność samego Pasterza trzymającego straż nad stadami i wzywającego owce po imieniu. Zacznijmy od bardzo sympatycznego zwierzaka, który jest wręcz symbolem wierności – pospolitego psa. Psy są specjalistami od „warowania”. Każdy dobry pies strzeże, broni, jak nic groźnego, to tylko warknie, ale zawsze w obronie swego pana. Święta Hildegarda utrzymuje, że szatan – ten ohydny zdrajca i degenerat – właśnie dlatego nienawidzi psów, że wiernie towarzyszą człowiekowi. Pies ma zwyczaj kłaść się u stóp swego pana (czytaj: modlitwa), a „dostawianie się do nogi” podczas spacerów to podobno trudniejsza część psiego szkolenia (czytaj: nadążanie za łaską). Pies ma dobry węch, a więc orientuje się szybko w okolicznościach, sytuacjach, chwyta w mig istotę rzeczy. Mieć taki węch, to wyższa szkoła „orientacji w terenie” i topografii ducha. Poza tym owo wyczucie (nadprzyrodzona empatia), z kim mamy do czynienia, znacznie ułatwia życie.

Konkretną mistykę psa możemy odnaleźć w pismach Służebnicy Bożej Teresy od Jezusa (Marianny Marchockiej). Opisuje ciekawe wydarzenie. Ponieważ cierpiała z powodu różnych dolegliwości, prosiła Pana, by ujął jej bólu. Wtem pojawiła się Matka Najświętsza. Jak pisze nasza świątobliwa karmelitanka bujną staropolszczyzną: „Stawiła mi się przytomna bytnością swoją w duchu (…) i jakoby mnie nawiedzając, rzekła do mnie: ,,Coś ci to, psie, coś tak niecierpliwa, niespokojna, abo nie chcesz cierpieć dla Boga tych boleści?” I dalej komentuje: „Bardzo mi miłe było to słowo Panny Najświętszej, że mnie psem nazwała, i ufność jakąś to nazwisko do Panny Najświętszej we mnie czyniło, wzbudzało. Takem się go zaraz jęła, że ja psem Panny Najświętszej, z wielką pociechą, z wielką kontentacyją moją, za wielkie szczęście mając, by i psem jej być, by tylko przy Niej trwać (…) Położyłam się zaraz u nóg Panny Naśw[iętszej] jako pies jej, prosząc, żeby mnie, psa swego, ratowała i trzymała przy sobie…” (Autobiografia mistyczna, s. 244-245).

Wspaniale, gdy odnajdujemy się u stóp Maryi. To bardzo znaczące duchowe usytuowanie. Ślady Jej stóp znaczą Jej drogi po świecie, po współczesności, po naszej historii. Umieć pojąć ten geniusz psa, który żyje wyłącznie dla swego pana czy swej pani oznacza klarowne ukierunkowanie na Boga. Przechodzi się w ten sposób w swym życiu naukę „targetowania” (dotykania i jedzenia z ręki). Wtedy wie się dobrze, że wszystko pochodzi z ręki Boga – to, co człowieka otacza i czym jest żywiony. Wtedy wyczuwa się i porzuca obcą rękę, która w końcu ściąga na bezdroża, czyniąc życie bezpańskim, w najokrutniejszym tego słowa znaczeniu. Duchowość psa to odnajdywanie swego właściwego miejsca u stóp Pana. To potrzeba rozmodlonej i rozmiłowanej w Bogu bliskości. A jak psy zrywają się, co często bywa w psim zwyczaju, na przeczucie zbliżającego się pana, tak człowiek duchowy powinien wybiegać na potkanie z Bogiem stęskniony i radosny.

I nawet, gdy usłyszy, jak biedna matka z chorą córką, że „niedobrze jest zabrać chleb dzieciom, a rzucić psom” (Mk 7,27), to ostatecznie liczy się radość okruszyn, które jak małe hostie spadają z pańskiego stołu. Pies potrafi być nie tylko wierny, ale i żyć wdzięcznością.

Marian Zawada OCD, dr hab. teologii, pisarz i rekolekcjonista, założyciel Centrum Kultury Duchowej Communio Crucis.