I ŻYLI DŁUGO I SZCZĘŚLIWIE
Łukasz Piórkowski

To najpowszechniej spotykane zakończenie opowiadanych, opisywanych, czy też filmowanych historii miłosnych. Można usłyszeć czasem ironiczne komentarze, że tak właśnie kończy się miłość, a zaczyna życie. Żyjemy w społeczeństwie, w którym w zbiorowej świadomości obowiązuje – karmiony przez kulturę masową – mit wiecznej, romantycznej miłości. Istnieje kilka typowych struktur tego rodzaju historii, na przykład: „Spotkali się i od razu poczuli, że są dla siebie stworzeni”. Kolejny schemat, który pokazuje pewien proces przejścia od nienawiści do miłości przebiega następująco: „Spotkali się, nie mogli się nawzajem znieść, drażniło ich wszytko. Ale los postanowił, iż powstały okoliczności, w których musieli ze sobą współpracować i początkowa awersja zmieniła się w pełną namiętności fascynację, której szczęśliwym finałem był ślub”. Jeszcze inny schemat zakłada ewolucję od przyjaźni do miłości: „Znali się od dzieciństwa i świetnie się rozumieli jako kumple. Nie byli jednak świadomi tego, jak bardzo się kochają, dopóki nie pojawił się rywal lub rywalka w osobie narzeczonego lub narzeczonej. To nieuchronnie doprowadziło do pewnych perturbacji, ale ostatecznie do typowego, szczęśliwego finału, a mianowicie związku małżeńskiego bohaterów”.

Przykłady można by mnożyć, a jak wiadomo, treści zawarte właśnie w kulturze masowej zagnieżdżają się w zbiorowej świadomości, sprawiając, że nasze wyobrażenia o danym fragmencie rzeczywistości są przyjmowane bezrefleksyjnie, jako tak zwana oczywista oczywistość, nieuświadamiana do tego stopnia, że nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak ten pakiet przekonań wpływa na nasze indywidualne decyzje i życiowe wybory. Tym bardziej warto zrozumieć, co kryje w sobie miłość.

Ludzkie dążenie do wiedzy doprowadziło do zdumiewających osiągnieć, ale nie zaspokoiło największego pragnienia człowieka, jakim jest miłość – po prostu kochać i być kochanym. Jak zatem tworzyć dojrzałe, satysfakcjonujące związki? Może sami powinniśmy być bardziej dojrzali? Może musimy z większa pieczołowitością wybierać współmałżonka? Może musimy lepiej poznać techniki porozumiewania się? Może należy ustanowić system podatkowy promujący w ulgach długotrwałe związki? Może coś innego jeszcze? Tam gdzie w grę wchodzą związki osobiste wszelkie reguły bledną. Intuicje społeczne krążą w tej sprawie wokół wielu tematów. Są wśród nich zgodność, czy też dopełnianie się charakterów, wspólnota wartości, zdolność konstruktywnego rozwiązywania kryzysów i wiele jeszcze innych kwestii. Spotykamy rożne związki, tak jak różni są ludzie, ich poglądy oraz sposoby doświadczania sytuacji życiowych. Życie zna wiele scenariuszy i nie zawsze musi się potoczyć wedle naszych planów. Mimo to, pragnienie dobrego życia jest czymś, co warto budować i pielęgnować. A istotny składnik życiowej harmonii to nic innego jak miłość.

Miłość bywa artystą lub malarzem pokojowym. Czasem maluje partnera na miarę potrzeb i oczekiwań. Innym razem portretuje z rozmachem, przywracając wyblakłą kobiecość czy utracone bicepsy. Pamiętacie z lektury mitologii greckiej historię Pigmaliona – króla Cypru, który zakochał się w Galatei? Wyrzeźbił ją w kości słoniowej. Była jego ideałem kobiety. Wykonał to tak perfekcyjnie, że tylko dotykiem można było ją odróżnić od prawdziwej osoby. Obdarowywał ją kwiatami i prezentami, ubierał w wytworne suknie, aż za sprawą jego czułości i mocy Afrodyty ożyła. Mit? A może marzenie niektórych z nas. Wyrzeźbić sobie partnera, ukształtować go według swoich ideałów. Jest w tym pokusa, by drugiego człowieka potraktować jak bezwolny materiał, jak projekcję swoich pragnień. Trzeba jednak zauważyć, że to, jaki ktoś jest, w dużym stopniu zależy od tego z kim jest. W każdym związku dokonuje się akt tworzenia. Tyle tylko, że stwarzamy siebie nawzajem, a to wiąże się z ryzykiem.

W związki wkalkulowane jest ryzyko. Wiedzieli o tym nasi przodkowie, dlatego przez całe wieki to rodzice bądź opiekunowie dokonywali wyboru partnera dla młodych. Małżeństwo było pewnego rodzaju przedsięwzięciem ekonomicznym i społecznym. Było zadaniem wymagającym wywiązania się z pewnych obowiązków. Trzeba było się napracować nad związkiem, postarać się, żeby był dobry. Dziś natomiast małżeństwo wydaje się być przeżywane tylko jako sposób realizacji czułości i namiętności. Dziś, w kręgu kultury zachodniej, standardem jest osobisty wybór życiowego partnera, a głównym kryterium związku jest miłość, rozumiana jako czułość. Jest to ważne i cenne prawo każdego człowieka. Niemniej, warto być świadomym, iż w tej sferze bardzo szybko ulegamy zjawisku konsumeryzmu.

Rynek miłości jest największym i najbardziej obiecującym na przyszłość rynkiem na świecie. Nie ma innego surowca, który byłby tak masowo pożądany i tak eksploatowany. Miliardy ludzi codziennie usiłują miłość zdobyć, posiąść, podarować, przekazać, sprzedać a nawet ukraść. Każdy z nich zastawia na miłość pułapki. Bardzo wielu samemu w nie wpada. Trafnie oddaje to pewien żart rysunkowy, ukazujący mężczyznę siedzącego nad rozłożoną gazetą. Kobieta stojąc nad zlewem, mówi: „Słuchaj, wody nie ma”. A on odpowiada znad gazety: „A na marsie jest”. I to ją irytuje.

Jak refren pojawiają się opowieści kobiet o mężczyznach, na których nie można liczyć i którzy nic w domu nie robią. Skąd ta powtarzająca się opowieść? Myślę, że powodem jest sprzedawane przez kulturę współczesną oczekiwanie na to, że znikną różnice płci. Mężczyzna będzie rozumował, myślał i zachowywał się jak kobieta. Jeśli tego nie robi, to kobieta uznaje, że w ten sposób rani jej uczucia. A zatem uderza w to, co dziś jest bazą relacji. W żaden sposób nie chcę usprawiedliwiać męskiego lenistwa, niemniej, opis faktów jest następujący: próbujemy budować stałe związki na ruchomych piaskach uczuć. Ten koncept jest czymś nowym. Opieramy związek jedynie na uczuciach i oczekujemy, że będzie trwały i dynamiczny. Czyli stawiamy sobie wyzwanie stworzenia budynku, który nie będzie stał na fundamencie, tylko na konstrukcji dachu, i jakoś próbujemy temu sprostać. Wierzymy, że miłość ma jedno oblicze. Mylimy je z namiętnością, ze spalaniem się niczym w gorączce. Gdy minie pierwszy poryw serca, gotowi jesteśmy uznać, że się skończyła.

Tymczasem miłość składa się zarówno z namiętności, intymności jak i zobowiązań. Jest w niej obecne pragnienie bycia z drugim człowiekiem, nasycone silnymi emocjami, są w niej pozytywne uczucia bliskości, przywiązania, wzajemnej troski, zaufania, zrozumienia oraz wysiłek zmierzający do tego, by przekształcić relację w trwały związek. Takie jest biblijne rozumienie miłości i związku. Tak czy owak, trzy rzeczy są pewne. Po pierwsze: niezależnie od tego, jak bardzo tego nie chcemy, miłość się zmienia. Nie dlatego, że zawinił któryś z małżonków. Miłość się zmienia, bo taka jest natura jej składowych elementów. Po drugie: szczególnie nietrwała jest miłość tylko namiętna. Ta postać jest niebywale idealizowana w naszej kulturze. Można odnieść wrażenie, iż jest jedyną wartą przeżycia. Kult miłości romantycznej jest równie niedorzeczny jak kult młodości. Obie są dość krótkotrwałe, a ich przemijanie nieuchronne. Po trzecie: wszytko wskazuje na to, że koncentracja jedynie na sferze uczuciowej prowadzi małżonków prostą drogą do związku pustego, podczas gdy przemyślane wysiłki i działania obojga kochających się ludzi stwarzają szanse na relację, która jest źródłem bliskości i szczęścia.

Związki nie są tylko po to, abyśmy mogli być spełnieni. Są po to, byśmy stawali się świadomi i dojrzali. Oto ewangeliczne podejście do relacji. Gdy się to uda, miłość staje się spełnionym marzeniem. Taka miłość to postanowienie, a nie reakcja – to wybór. Wybieram kochać.

Łukasz Piórkowski, kapłan diecezji krakowskiej, posługuje na parafii MB Królowej Polski w Krakowie, inspirujący rekolekcjonista, ceniony duszpasterz, zaangażowany we wspólnoty Domowego Kościoła, Ruchu Światło-Życie, Drogę Neokatechumenalną. Coach i konsultant prowadzący szkolenia i warsztaty w zakresie efektywności osobistej. W latach 2009-2017 współtworzył i prowadził w TVP 1 katolicki program dla dzieci „Ziarno”.