I CO SIĘ DZIWISZ?
Lidia Wrona CM

Bardzo się ucieszyłam z Siostry listu, a jeszcze bardziej ucieszyłabym się, gdybym mogła Siostrę zobaczyć, szczególnie teraz […] Kocham Siostrę bardziej, niż Siostra myśli…[kocham] z uczuciem…” Nieco onieśmiela wolność, z jaką Teresa od Jezusa, osoba konsekrowana Bogu, wyraża wobec jednej ze swych przyjaciółek głębokie przywiązanie oraz towarzyszące mu uczucie, nieprawdaż? Dziś, w czasie mody na wszelkiego rodzaju „poprawności”, ktoś mógłby to ujawnione po latach, choć skrzętnie ukryte w osobistej korespondencji wyznanie zakwalifikować do „moralnie niepoprawnych”. Trudno zresztą jednoznacznie ocenić, czy byłaby to kwestia troski o poprawność moralną, czy też może lęk przed miłością, jaki – choć zabrzmi to paradoksalnie – dość często towarzyszy osobom, którym według ich mniemania „bliżej do Boga niż do ludzi”.

Teresa świetnie rozszyfrowuje ten lęk, kiedy w odniesieniu do relacji sióstr ze spowiednikami pisze: „Tutaj właśnie diabeł wytacza wielką broń skrupułów, jaka bardzo niepokoi osobę – i o to mu właśnie chodzi; zwłaszcza, jeśli spowiednik prowadzi ją do większej doskonałości. Tak bardzo ją [tymi skrupułami] dręczy, że [osoba] w końcu [tego spowiednika] zostawia. A pokusa nie przestaje jej męczyć ani przy drugim, ani przy kolejnym [spowiedniku]. Więc to, co [w takiej sytuacji] może zrobić, to starać się nie myśleć o tym, czy [tego spowiednika] kocha czy też nie kocha. Jeśli kocha, to niech kocha. Skoro bowiem czujemy miłość do kogoś, kto dobrem obdarza nasze ciało, to dlaczego nie możemy kochać kogoś, kto zawsze stara się i pracuje nad tym, aby obdarować dobrem duszę?”.

Czy takie rady, przekazywane przez samą fundatorkę nowo powstającym wspólnotom sióstr, nie są zbyt lekkomyślne, albo i nawet ryzykowne? Przez wielu, a przede wszystkim przez spowiedników samej Teresy, tak właśnie były odbierane. Oni pierwsi musieli się bowiem mierzyć z tą wylewnością karmelitańskiej reformatorki, o czym sama z sympatią opowiada w Księdze życia (37,5). Teresa wypowiada je jednak bez obaw. Co więcej, nie boi się również przyznać do uczuć pewnego rodzaju wyłączności w stosunku do jednego z nich, czym nie tylko onieśmiela młodego karmelitę, ale wręcz go przeraża! Hieronim Gracián – bo o nim mowa – wspomina o tym mniej więcej w takich słowach: „Pamiętam, że któregoś dnia, upominając ją za tę jej przesadną do mnie miłość (…), powiedziała do mnie ze śmiechem: To [ojciec] nie wie, że każda dusza, bez względu na to, jak byłaby doskonała, musi mieć jakieś ujście? […] Niezależnie od tego, co mi [ojciec] powie, nie myślę zmieniać sposobu, w jaki [ojca] traktuję”.

Gdybyśmy chcieli przyjrzeć się z bliska tej relacji, którą świetnie w swej książce przedstawia Otger Steggink, odnaleźlibyśmy cały wachlarz uczuć, jakie jej towarzyszyły. Teresa niejednokrotnie wyraża tęsknotę za fizyczną obecnością swego przyjaciela, czy choćby zazdrość, którą na różne sposoby i bez ogródek komunikuje Hieronimowi. W jednym z adresowanych do niego listów zastanawia się nad tym, kto go bardziej kocha: ona, czy może jego matka. Tym samym zamierza rozstrzygnąć potencjalny wewnętrzny konflikt młodego zakonnika: komu ten ma poświęcić więcej uwagi? Swej matce, czy też Teresie? Argument jaki przedstawia w obronie samej siebie brzmi dość sugestywnie. Pisze bowiem: „pani Joanna [matka adresata] ma męża i resztę dzieci, które kocha, a biedna Laurencja [mówi o sobie samej] na tej ziemi ma tylko tego ojca”.

Ktoś mógłby zapytać: „Czy to rzeczywiście Teresa od Jezusa? Czy chodzi o tę samą Teresę, która jako pierwsza spośród kobiet dołączyła do grona Doktorów Kościoła?”. Odpowiedzi z pewnością chętnie udzieliłaby ona sama. I niewątpliwie byłaby zbliżona do tej, jaką poczciwemu bratu Zdrówko, w którego rolę wcielił się Janusz Gajos, na każdy wyraz niedowierzania co do prawdziwości wyrażanych przez jego małą rozmówczynię pragnień, ta – patrząc na niego z ujmującą, dziecięcą niewinnością – kwitowała każde pytanie swoim: „Tak. I co się dziwisz?”

Zdziwienie czytelnika, wbrew pozorom, Teresa doskonale potrafiłaby zrozumieć. Ją samą bowiem radykalnie zaskoczyła forma nowości życia, do jakiego wyzwolił ją Chrystus. W świetle Jego wcielenia i człowieczeństwa nie tylko odkrywa, lecz osobiście doświadcza, że otrzymywana przez nią łaska nie niszczy jej ludzkiej, kobiecej natury. Wręcz przeciwnie: Chrystus, wprowadzając Teresę na drogę wolności, odnawia tę naturę, chroni przed tym, aby ona sama jej nie chciała zniszczyć i wyzwala cały jej potencjał.

Proces przebóstwiania Teresy przebiega przez wieloletnią i niebezpieczną drogę ocalania jej człowieczeństwa! I tylko dzięki egzystencjalnemu zakorzenieniu w prawdzie o tym, że została stworzona na obraz i podobieństwo Boga, który jest Miłosną Relacją Osób, zdołała otworzyć się na bogactwo i piękno własnego człowieczeństwa – chcianego, upragnionego przez Boga i od zawsze ukierunkowanego na miłosną relację z Bogiem i człowiekiem. Co więcej, tajemnica człowieczeństwa Chrystusa zrodziła w Teresie przeczucie, że natura ludzka stanowi pierwszą i fundamentalną łaskę, na której mogą się oprzeć wszystkie inne, z jakich utkana jest historia zbawienia każdej osoby.

W doświadczeniu Teresy Jezus z Nazaretu, „Bóg i zarazem Człowiek” (6 T 7,9), jest przede wszystkim tym, który czyni Boga „ludzkim”. Przebóstwiając zaś człowieka, bardziej ludzkim czyni również jego człowieczeństwo. W ten oto sposób „nowa jego forma”, która rodzi się i kształtuje przede wszystkim dzięki bezinteresownej miłości Boga, staje się testem prawdziwego przylgnięcia do Tego, który objawił się w Jezusie. Od Jezusa z Nazaretu, Boga i zarazem Człowieka, Teresa uczy się przede wszystkim człowieczeństwa. Jej ludzka miłość nie jest niczym innym jak tylko wyrazem przyjętej przez nią i wylewającej się z niej miłości Boga, która ogarnia każdą przestrzeń jej ludzkich relacji, naznaczając je równocześnie w paradoksalny sposób zaskakującą wolnością.

Jeśli wyznaje, że kocha, to czyni to ze świadomością, że prawdziwie ludzką miłością może kochać tylko z Jezusem Chrystusem i tylko w Nim, bo On właśnie ujawnia pełnię człowieczeństwa, a zatem również najpełniejszą formę miłości, do jakiej zdolny jest człowiek. To odkrycie, w decydującym momencie duchowej drogi Teresy, wytrąca z jej rąk wszelkie argumenty, którymi próbowałaby usprawiedliwić wygodny i z pewnością bardzo bezpieczny – tak dla niej jak i dla wielu innych – rozdział między miłością do Boga i miłością do człowieka. Odnowione ludzkie „ja” posiada tylko jedno serce i tym samym sercem, tą samą miłością kocha zarówno Boga jak i człowieka. Właśnie to odkrycie sprawia, że Teresa, przywołując niejako prawdę słów apostoła Jana, zawartą w jednym z jego listów, przyznaje miłości ludzkiej – miłości do drugiego człowieka – status „najpewniejszego znaku” żywej i działającej w osobie miłości Boga (5 T 3,8).

Jeśli Teresa mówi o miłości, to przede wszystkim dzieli się własnym doświadczeniem. Dzięki niemu bowiem ona sama przekonuje się, że miłość jest drogą, że zakłada długi i trudny proces, który wiąże się z cierpieniem i umieraniem każdej, zafałszowanej, egoistycznej formy miłości. Podziela przekonanie swego wielkiego przyjaciela, Jana od Krzyża, że ludzka miłość będzie tym bardziej ludzka, im bardziej osoba zostanie ogołocona i pozbawiona tego wszystkiego, co nie jest Bogiem (2 DGK 5,7); wszystkiego, co pomniejsza jej wartość, co niszczy i degraduje jej ludzki wymiar. W tym właśnie procesie prawda miłości bardzo szybko konfrontowana jest z rzeczywistością, w której opadają zasłony utkane z naszych własnych ideałów, projekcji i lęków. Teresa od Jezusa wie, że aby móc kochać, trzeba doświadczyć, że jest się kochanym, że ten jeden wybór musi się umacniać tysiącem codziennie innych, mniejszych wyborów. Wie, że miłości trzeba się uczyć, że do każdej miłości się dojrzewa.

Dzieli się zatem z nami swą historią uwolnionej i wyzwolonej wolności, dzięki której kocha „po ludzku”, ale boską miłością, karmiącą się prawdą. Tylko prawda ma bowiem moc uwolnienia w nas tej wielkiej siły, która w całym świecie stworzonym właściwa jest jedynie człowiekowi – siły miłości.

Lidia Wrona CM, karmelitanka misjonarka, doktor teologii duchowości, zafascynowana osobą i przesłaniem św. Teresy od Jezusa, od lat zajmuje się duszpasterstwem duchowości, podejmując inicjatywy w zakresie formacji duchowej osób zakonnych i świeckich. Autorka wielu konferencji i artykułów z dziedziny duchowości. Tłumaczka z języka hiszpańskiego.