Press "Enter" to skip to content

MOJA PIEŚŃ POCHWALNA PŁYNIE W WIELKIM ZGROMADZENIU
Danuta Piekarz

Przed laty ukazała się książka brata Efraima, zatytułowana Jezus – Żyd Praktykujący. W naszych rozważaniach nie możemy zapominać o tym wymiarze modlitwy Jezusa: nie tylko o Jego wyjątkowej relacji z Ojcem, ale też o udziale w modlitewnych praktykach swojego narodu. Jezus wychowywał się w rodzinie, która wiernie przestrzegała praktyk Prawa Mojżeszowego: został obrzezany 8 dnia, zaniesiony do świątyni w 40 dniu po narodzeniu, wiemy też, że Maryja i Józef corocznie pielgrzymowali do świątyni na święto Paschy. Jezus wzrastał więc w klimacie modlitwy. Nawet umiejętności czytania uczono się na tekstach Pisma. W życiu żydowskiej rodziny modlitwa towarzyszy każdej istotnej chwili: zapalaniu świec szabatowych, pożegnaniu szabatu… codziennie też odmawia się dwukrotnie fundamentalne wezwanie: „Słuchaj, Izraelu, Pan jest twoim Bogiem…” Odmawia się modlitwę nie tylko generalnie przed posiłkiem, ale istnieje wiele modlitw błogosławieństwa poszczególnych pokarmów. Ściśle mówiąc, w tych modlitwach nigdy nie błogosławi się pokarmu, ale Tego, który daje nam pożywienie, np. „Błogosławiony jesteś, Panie, który dajesz nam chleb…” Warto dostrzec podobieństwo tych formuł do dzisiejszej modlitwy mszalnej podczas ofiarowania darów. Takie modlitwy odmawiał Jezus przed każdym posiłkiem i ewangeliści podkreślają to wielokrotnie: gdy rozmnaża chleb, gdy ustanawia Eucharystię, gdy zasiada do stołu z uczniami z Emaus – każdy posiłek to nowa okazja do chwalenia Ojca. Tak było w Nazarecie i tak było przez całe dalsze życie. Szkoda, że żaden z ewangelistów nie zapisał nam, jak pośród tej rodzinnej modlitwy rozwijała się w Jezusie świadomość wyjątkowej relacji z Ojcem. Modlić się jak inni, a zarazem wiedzieć, że własna więź z Ojcem jest jedyna i niepowtarzalna! Nie wiemy, kiedy po raz pierwszy wypowiedział ten niezwykły tytuł, którym Jego rodacy prawie nigdy nie ośmielali się nazywać Stwórcy: Abba! Wraz ze swoją rodziną, krewnymi, rodakami, wołał: „Boże, Panie, Królu, Ojcze…”, a w głębi synowskiego serca szeptał to najczulsze: „Tatusiu”! Podobnie jak Jego rodacy, modlił się nie tylko w domu. Istotna jest też Łukaszowa wzmianka, iż gdy u początków działalności Jezus przyszedł do Nazaretu, „w dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi”. Tak robił zawsze, od najmłodszych lat. Modlitwa synagogalna była zawsze modlitwą wspólnotową. Gdy nie udało się zebrać wymaganej liczby mężczyzn, wracano do domu i każdy modlił się indywidualnie. Bo ta modlitwa miała uczyć relacji z Bogiem we wspólnocie, miała przypominać, że do Boga nie idziemy sami. I Jezus stawał wraz ze swoimi rodakami, wraz z nimi prosił o Boże przebaczenie, choć sam był bezgrzeszny, włączał się w ich prośby i uwielbienie.

Jak każdy młody Izraelita Jezus był zobowiązany do spełniania praktyk religijnych i pełnego przestrzegania Prawa Mojżeszowego od ukończenia 13 roku życia (nie wiemy, czy w Jego czasach istniała już ceremonia związana z tą okolicznością, tzw. Bar micwa), ale w pobożnych rodzinach niekiedy przyspieszano ten moment o rok, dlatego niektórzy uważają, że Maryja i Józef zabrali 12-letniego Jezusa do Jerozolimy właśnie po to, by w Świętym Mieście podjął obowiązki synów Izraela. Tekst Łukaszowy zdaje się sugerować, że wtedy po raz pierwszy Jezus odbył taką pielgrzymkę, ale zapewne powtarzał ją odtąd corocznie, skoro Jego rodzina, jak czytamy w Ewangelii, miała taki zwyczaj. Według Prawa Mojżeszowego należało pielgrzymować do Jerozolimy trzy razy w roku – na święto Paschy, Pięćdziesiątnicy oraz na jesienne święto Namiotów, ale mieszkający daleko wędrowali tylko raz w roku, a nawet raz w życiu. Co ciekawe, podczas gdy ewangelie synoptyczne opowiadają nam o tylko jednej (nie licząc tej wraz z Maryją i Józefem) drodze Jezusa do Świętego Miasta, według Ewangelii Janowej Jezus przybywa do Jerozolimy wielokrotnie, podczas różnych świąt. Szkoda, że trudno nam dziś odtworzyć klimat tych pielgrzymek i świątynnych nabożeństw. Na pewno warto zajrzeć do tzw. Psalmów stopni (Ps 120–134), które są uważane przez wielu za „śpiewnik pielgrzymkowy na drodze do Jerozolimy”, by poznać odczucia, które podzielał – albo lepiej: szczególnie odczuwał – Jezus: radość z wyruszenia w drogę, pragnienie ujrzenia świętych miejsc, wzruszenie po dotarciu do celu i żal w chwili odejścia, ale przede wszystkim szczęście płynące z przebywania w miejscu wybranym przez Boga na szczególny znak Jego obecności.

Ewangeliści nigdy nie ukazują nam wprost Jezusa modlącego się wraz z pielgrzymami, ale wyraźnie wskazują, że teksty Psalmów były Mu bliskie, co więcej, odnajdywał w nich własną misję (np. odpowiadając Kajfaszowi, odnosi się do słów Ps 110: „siądź po Mojej prawicy”), cytował psalmy w rozmowach, ale przede wszystkim modlił się nimi. Warto też przypomnieć wzmiankę kończącą opis Ostatniej Wieczerzy: „Po odśpiewaniu hymnu…”. Ten hymn to tzw. Wielki Hallel czyli Psalmy 113–118. Jest to chyba jedyny tekst modlitewny, o którym wiemy wprost, że Jezus odmówił go razem ze swoimi uczniami. Nawet konając na krzyżu, będzie zwracał się do Ojca słowami psalmów. Warto tu podkreślić, że Jezus wołał: „Ojcze, w ręce Twoje powierzam ducha mego” w tym samym czasie, gdy w świątyni trwała modlitwa popołudniowa obejmująca także Psalm 31, z którego pochodzą te słowa (modlitwę Jezusa na krzyżu omówimy szerzej w innym miejscu).

Jak powiedzieliśmy, święte księgi były dla Jezusa treścią dialogu z Ojcem, On widział w nich też zapisaną własną misję, nikt tak jak On nie rozumiał dogłębnie, że „w zwoju księgi jest O MNIE napisane”. Widać to wyraźnie, gdy Jezus czyta fragment Księgi Izajasza w synagodze w Nazarecie i komentuje tekst zdaniem: „Dziś spełniły się słowa, któreście słyszeli”. Dla Jezusa Święte Księgi nie są zabytkiem literackim, ale są życiem, Jego życiem, są drogowskazem od Ojca na czas ziemskiej wędrówki. Wielka szkoda, że ewangeliści nie zapisali nam żadnej rozmowy Jezusa z Ojcem, która dotyczyłaby wprost określonego tekstu Pisma. Ciekawy jest jednak fakt, że choć ewangeliści tyle razy wspominają o przybyciu Jezusa do świątyni czy do jakiejś synagogi, zawsze ukazują Go jako nauczającego czy uzdrawiającego. Nie oznacza to, rzecz jasna, że Jezus nie modlił się w tych miejscach szczególnie przeznaczonych do modlitwy; było to tak oczywiste, że nie wymagało specjalnej wzmianki.

Czytaj dalej w najnowszym numerze „Głosu Karmelu”

Danuta Piekarz, doktor teologii w zakresie teologii biblijnej, italianistka, tłumaczka i popularyzatorka teologii biblijnej, autorka i rekolekcjonistka związana z Centrum Formacji Duchowej w Krakowie.