DOTYK MIŁOŚCI
Bolesław Brzozowski

Jestem aktorem i nauczycielem akademickim. W moim życiu nastąpiło kilka zdarzeń, które w sposób diametralny zmieniły moje postrzeganie świata. Bliska memu sercu osoba utraciła wiarę, z czym nie mogłem się pogodzić. Prosiłem Boga o pomoc. Modliliśmy się o łaskę nawrócenia dla tego człowieka razem z żoną, która jest konserwatorem dzieł sztuki. W tym czasie odnawiała obrazy dla jednego z krakowskich klasztorów Karmelitanek Bosych. Przeorysza, dziękując za wykonane prace konserwatorskie obdarowała nas książką biskupa Grzegorza Rysia pt. „Rut Moabitka”. To zapis konferencji wygłoszonych podczas XXXII Pieszej Pielgrzymki Krakowskiej do Częstochowy. Wspomniała przy tym, że bp. Ryś za kilka dni będzie w ich kościele odprawiał Mszę świętą, co będzie okazją, by poprosić autora o podpisanie książki. W ten oto sposób poznałem bp. Grzegorza. Onieśmielony spotkaniem w refektarzu, po krótkiej rozmowie otrzymałem dedykację. Kilka miesięcy później postanowiłem wybrać się na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy. Zapisy były prowadzone w Duszpasterstwie Akademickim przy kolegiacie św. Anny.

Kiedy zauważyłem, że jednej z grup będzie przewodniczył bp. Ryś, zapisałem się właśnie do niej. Okazało się, że jest to najliczniejsza, licząca kilkaset osób grupa. Tam poznałem jednego z pielgrzymów, poruszającego się na wózku. Na trasie pielgrzymki zawsze ktoś mu pomagał, pchając wózek. Spróbowałem i ja. Przypadliśmy sobie do gustu i do końca pielgrzymki często go wspomagałem. Spotkanie z nim wywarło na mnie ogromne wrażenie. Z każdym dniem podziwiałem go coraz bardziej za pogodę ducha w pokonywaniu trudów pielgrzymiego szlaku. Czas pielgrzymki minął. Przeżyłem ją bardzo głęboko. Stała się dla mnie punktem zwrotnym w pojmowaniu wiary, nadziei i miłości. Poszedłem prosić Boga o przywrócenie wiary dla drugiego człowieka, a Bóg sprawił, że najpierw ja doznałem nawrócenia. Łuski starych przyzwyczajeń, rutyny, „poprawności” przeciętnego katolika opadły z moich oczu. Zobaczyłem siebie w nowym świetle. W sercu zapanowała radość. Spojrzałem na otaczających mnie ludzi z większą otwartością, życzliwością i chęcią niesienia pomocy. Czułem, że to wpływ intensywnych, szczerych modlitw, a także wspaniałych nauk bp. Grzegorza. Zrozumiałem jak praktyczny wymiar mają słowa, że Bóg jest Miłością. Człowiek będący w relacji z Bogiem otrzymuje dar miłości, by się nim dzielić w sposób najbardziej praktyczny, prosty i bezpośredni. Chodzi o nic innego jak tylko o uśmiech, o kubek herbaty, pchanie wózka na trasie pielgrzymki, o modlitwę. Ten dar to zaufanie Jezusowi, że On nada takim gestom właściwy wymiar miłości. Powiedziałem wtedy Bogu: kocham Cię i proszę. Tak! Chcę byś odmienił moje życie.

Jesienią otrzymałem intrygującą propozycję. Wspomniana przeorysza poprosiła mnie o przeczytanie poezji św. Teresy od Jezusa w nowym przekładzie Marty Szafrańskiej–Brandt. Byłem bardzo zaskoczony wobec wyzwania, jakim było zmierzenie się z poezją św. Teresy. Nie spodziewałem się, że można w sposób tak głęboki a przy tym nowoczesny opisać miłość do Boga. Ten poetycki przekaz relacji między człowiekiem a Bogiem był dla mnie bardzo osobistym przeżyciem duchowym i artystycznym. Tak powstał wieczór poezji ubogacony muzyką w wykonaniu dwóch zdolnych studentek Akademii Muzycznej. Prezentacja miała miejsce w kościele Karmelitanek Bosych. Dzięki św. Teresie zrozumiałem, że prawdziwa miłość do Boga pokonuje wszelkie lęki i obawy, które nieustannie atakują człowieka. Jednym z moich ulubionych wierszy jest wiersz pt. „Lękom i troskom przystępu nie daj”:

Lękom i troskom
przystępu nie daj;
wszystko przechodzi –
Bóg się nie zmienia.
Przy wytrwałości
zaznasz spełnienia.
Kto posiadł Boga,
na nic nie patrzy.
On sam wystarczy.

Po roku po raz drugi podjąłem się trudu pielgrzymki – idę na Wzgórze Wawelskie. Przed katedrą tłum pielgrzymów radośnie śpiewa, oczekując na rozpoczęcie Mszy świętej. Nagle spotykamy się ze wspomnianym wyżej bratem – poruszającym się na wózku – tak, jakby ktoś nas na siebie naprowadził. Zszokowany tym zdarzeniem zareagowałem śmiechem. Wiedziałem już, że w tej pielgrzymce, od początku będziemy podążać na Jasną Górę razem. Nasza relacja wzbudziła zainteresowanie wielu pielgrzymów. Dopytywali się, czy jesteśmy krewnymi. On jest bowiem pielgrzymem bardzo znanym i podziwianym za wytrwałość, skromność i ogromną pobożność. Wielu ludzi, wierząc w jego wstawiennictwo, prosiło go o modlitwę. Dzięki niemu poznałem członków wspólnoty „namArka”, utworzonej przed laty, wtedy jeszcze przez księdza Grzegorza Rysia. Wspólnota przyjęła mnie i moją żonę do swego grona. Wśród tych wspaniałych ludzi mamy poczucie wzrostu duchowego i rozpoznawania miłości, która wyraża się we wspólnej modlitwie i wspólnym spędzaniu czasu.

Wśród rzeszy pielgrzymów spotkałem również siostry Albertynki, które prowadzą dom dla samotnych matek i opiekują się bezdomnymi. Zapraszają również do posługiwania bezdomnym w czasie Wieczerzy Wigilijnej i Śniadania Wielkanocnego. Wraz z żoną i synem skorzystaliśmy z tego zaproszenia. Spotkania z bezdomnymi są dla mnie bardzo ważne. To czas dzielenia się miłością w sposób całkowicie bezpośredni. Równie istotne jak dzielenie się wtedy opłatkiem są późniejsze rozmowy.

Opisuję te zdarzenia w poczuciu głębokiego przekonania, że moje gorące i jednocześnie nieporadne modlitwy i prośby zostały wysłuchane. Widocznie spodobało się Bogu prowadzić mnie drogą światła, bym nauczył się i zrozumiał sens wypowiadanych słów: “Boże Ojcze kocham Cię, Jezu kocham Cię”. Bóg postawił na mojej drodze karmelitankę bosą, biskupa Grzegorza, brata na wózku, siostrę Albertynkę, Wspólnotę Rodzin namArka. Wszyscy znaleźli się na mojej drodze życia “przypadkiem”. Wszyscy obdarowali mnie świadectwem prawdziwej miłości do Boga okazywanej drugiemu człowiekowi.

Staram się przekazywać tak rozumianą miłość innym potrzebującym i dawać im świadectwo. Dziękuję Bogu za wszystkie te „przypadki” i za Hymn do Miłości z Listu do Koryntian. To kolejny drogowskaz na mojej drodze. Nowej drodze, którą idę już piąty rok. To droga zawierzenia życia Jezusowi, zwracania się do Boga we wszystkich sprawach; tych radosnych i tych bolesnych. Nadal proszę o łaskę wiary dla bliskiej mi osoby. Czynię to jednak z wielką ufnością, bo wiem, że Bóg mnie kocha. Dlatego mówię: “Jezu, Ty się tym zajmij, kocham Cię”.