DIALOG
Danuta Piekarz

Jeśli postawimy sobie pytanie: kiedy modlił się Jezus? (nie mając, oczywiście, na myśli Jego ciągłego zjednoczenia z Ojcem ani praktyk religijnych spełnianych przez wszystkich Izraelitów, tylko te chwile, gdy oddawał się wyłącznie osobistej modlitwie), zauważamy dwie prawidłowości: Jezus modli się przed najważniejszymi wydarzeniami lub w czasie ich trwania, a także modli się w nocy lub o świcie po dniach pełnych intensywnej pracy. Zwróćmy uwagę najpierw na te ostatnie sytuacje, gdyż są one dla nas bardzo pouczające: Jezus tak ceni dialog z Ojcem, że mimo zmęczenia modli się kosztem snu i odpoczynku.

Święty Marek opowiada nam o pracowitym dniu na początku działalności Jezusa: najpierw nauczał w synagodze, potem odwiedził Piotra i uzdrowił jego teściową, wreszcie wieczorem uzdrowił chorych i opętanych zgromadzonych z całego miasta. Po takim dniu należałby się długi sen. Tymczasem, jak mówi ewangelista, „nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił” (Mk 1,35). Po dniu intensywnej działalności wśród ludzi Jezus szukał samotności „sam na sam” z Ojcem. Łukasz dodał, że taka praktyka była zwyczajem w życiu Jezusa: „Tym szerzej rozchodziła się Jego sława, a liczne tłumy zbierały się, aby Go słuchać i uzyskać uzdrowienie z ich niedomagań. On jednak usuwał się na pustkowie i tam się modlił” (Łk 5,15n). Po śmierci Jana Chrzciciela Jezus oddalił się z uczniami łodzią na pustkowie. Czytając wersję Mateuszową, przypuszczamy, że głęboko przeżył śmierć Jana i pragnął chwili samotności. Marek natomiast podaje nam inny powód tego odejścia: po powrocie uczniów z wyprawy misyjnej Jezus zaproponował im krótki wypoczynek nad jeziorem, z dala od tłumów („Pójdźcie wy sami osobno na pustkowie i wypocznijcie nieco”). Zauważmy, że Jezus nie mówi „wypocznijmy”, ale zdaje się sugerować wypoczynek samych uczniów.. Być może miał już gotowy plan: gdy uczniowie będą miło spędzać czas nad jeziorem, On wreszcie będzie mógł przeprowadzić dłuższą rozmowę z Ojcem. Tymczasem te jedyne plany „urlopowe” w czasie publicznej działalności spełzły na niczym: tłumy zauważyły odpływającą łódź i podążyły pieszo za Jezusem. Jezus nakarmił ich duchowy głód swoją nauką, ale nakarmił też ich ciało chlebem i rybami, które cudownie rozmnożył. Potem „przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał” (Mt 14,22nn). Dopiero o świcie – idąc po jeziorze – dołączy do uczniów, którzy w nocy zmagali się z przeciwnym wiatrem. To doświadczenie uczniów jest często uważane za symbol dalszych losów Kościoła, gdy tylekroć będzie się zdawać, że uczniowie zostali sami wśród mroku nocy, zdani na przeciwny wiatr, a Jezus odszedł do Ojca. On jednak zawsze przychodzi do swoich uczniów i uspokaja ich.

Jezus modlił się również przed ważnymi decyzjami i podczas ważnych wydarzeń swojego życia. Bezcennym źródłem informacji na ten temat jest dla nas św. Łukasz, autor poświęcający szczególnie dużo miejsca kwestii modlitwy. Gdy inni ewangeliści opowiadają nam jedynie przebieg zdarzeń, Łukasz nie omieszka dodać, iż Jezus przygotowywał się do nich przez rozmowę z Ojcem lub przeżywał je na modlitwie. Dzieje się tak od samego początku działalności, czyli od chrztu w Jordanie: „Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił nad Niego” (Łk 3,21n). Duch Święty zstępuje, by wspomóc Jezusa na czas publicznej działalności. Możemy jednak spojrzeć też z innej strony na to niezwykłe pierwsze objawienie Boskiej Trójcy. Duch Święty to osobowa Miłość łącząca Ojca i Syna. Każda rozmowa Syna z Ojcem to przejaw ich wzajemnej miłości. Gdy więc Syn zwraca się do Ojca, a Ojciec z miłością odpowiada Synowi („Tyś jest mój Syn umiłowany…”), jest oczywiste, że łączy Ich więź Ducha. Podobnie jest w przypadku naszej modlitwy: jako ochrzczeni jesteśmy złączeni z Chrystusem, zwracamy się do Ojca w Nim i przez Niego, a nasza modlitwa dociera do Ojca ogarnięta Duchem Miłości.

Przed wyborem Apostołów Jezus rozmawia z Ojcem przez całą noc: „W tym czasie Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc trwał na modlitwie do Boga. Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami (Łk 6,12n). Również samotna modlitwa poprzedzi dialog zakończony wielkim wyznaniem Piotra (w wersji Mateuszowej nastąpi po niej zapowiedź Piotrowego prymatu). „Gdy raz modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: «Za kogo uważają Mnie tłumy?»” (Łk 9,18).

Innym razem Jezus zabierze uczniów ze sobą na miejsce swojej modlitwy. Wspinając się na górę, uczniowie zapewne nie przypuszczali, jak niezwykłe doświadczenie stanie się ich udziałem: Jezus „wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił…” (Łk 9,28n). Choć także Mateusz i Marek opisują nam Przemienienie, tylko Łukasz zaznacza, że dokonało się ono podczas modlitwy Jezusa. Nie wiemy, o czym Jezus rozmawiał z Ojcem: czy prosił, by to doświadczenie wpisało się głęboko w sercach uczniów? Czy może rozmawiał z Ojcem, podobnie jak z Mojżeszem i Eliaszem, „o swoim odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie”? Nie wiemy… Widocznie Jezus modlił się w ciszy, skoro ewangeliści nie przytoczyli Jego słów – zresztą któż miałby je nam przekazać, skoro uczniowie szybko pogrążyli się we śnie.

Czytaj dalej w najnowszym numerze Głosu Karmelu…