Press "Enter" to skip to content

DAR POBOŻNOŚCI
Paweł Hańczak OCD

Idąc za wskazaniem św. Bonawentury, który mówi o darze pobożności na drugim miejscu, chciałbym podzielić się z Wami, czym on jest i jak mamy z niego korzystać: „Tak oto siedem darów Ducha Świętego zwycięża siedem grzechów głównych, zastępując je siedmioma błogosławieństwami ewangelicznymi. Bojaźń niszczy pychę i przynosi łaskę ubóstwa. Pobożność niszczy zazdrość i przynosi łaskę łagodności i cichości ducha”.

A zatem pobożność, czym ona jest tak naprawdę? Sama nazwa oczywiście może budzić w nas szereg skojarzeń. No, bo przecież kim jest człowiek pobożny? To chyba taki, który dużo się modli, jest często w Kościele, odmawiania różne litanie oraz różaniec. Ma – jak mówimy – różne pobożności. Ale czy tylko? Na pewno nie. Biblijne rozumienie pobożności jest bardzo szerokie. I tak w języku hebrajskim słowo hesed pokazuje nam w rzeczywistości relację wierności i przywiązania – z niej ma wypływać pobożność. A w języku greckim słowo eleos oznacza miłość świadomą i chcianą. Już stąd wyraźnie widać, do czego ma nam służyć ten dar i ewentualnie z czego ma nas leczyć i wyzwalać. Jeśli relacja z Panem Bogiem ma stawać się przyjaźnią, świadomym wyborem, relacją wierności i przywiązania to automatycznie będzie to nas wyprowadzać z zewnętrzności, surowości i powierzchowności. Będziemy chcieli być, przebywać, trwać przy Bogu. Czy nie przypomina Wam to czegoś u świętej Teresy od Jezusa: „Modlitwa bowiem wewnętrzna nie jest to zdaniem moim nic innego, jeno poufne i przyjacielskie z Bogiem obcowanie, po wiele razy powtarzana rozmowa, z Tym, o którym wiemy, że nas miłuje” (Księga życia 8,5).

Takie rozumienie modlitwy jest ściśle biblijne i do takiego bycia z Jezusem zaprasza nas Duch Święty, byśmy wchodzili w relację z Bogiem świadomie, próbowali to robić od serca, by był to nasz wybór. W związku z tym dobrze byłoby ustalić sobie czas na modlitwę, aby nie trwać od czasu do czasu albo wtedy, gdy nam się będzie chciało lub nam będzie wygodnie. Ale by modlitwa stała się naszą codziennością. I oczywiście, by przynosiła efekty czyli przekładała się na nasze życie. Święci powiedzą nam, że gdy dar pobożności się rozwija, to nasze życie staje się modlitwą, oddajemy Bogu cześć, kult tym, jacy jesteśmy. Św. Teresa od Jezusa powie wszystkim, którzy chcą się modlić, by robili to w taki sposób, że ich życie stanie się nieustającą modlitwą (por. Droga doskonałości 4,15). A św. Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej prosząc o ten dar, modli się w taki sposób: „O, Ogniu trawiący, Duchu miłości, «zstąp na mnie», aby w mej duszy dokonało się nowe wcielenie Słowa. Niech będę dla Niego dodatkowym człowieczeństwem, w którym On odnowi całe swoje Misterium”.

A więc modlić się życiem, to przyjmować w codzienności takie postawy, jakie przyjmował Jezus, pozwolić Mu działać przez nas – jak powie św. Teresa od Dzieciątka Jezus – „być żywą monstrancją”, niosąc w sobie Jezusa. Do tego jesteśmy wezwani jako chrześcijanie! Bóg chciałby, aby dar pobożności w nas rozkwitnął, by był widoczny nieustannie przez nasze gesty, słowa, ton głosu, mimikę twarzy, spojrzenie, uśmiech – po prostu przez nasz styl bycia. A wtedy modlitwa nie będzie tylko powtarzaniem pewnych słów, kolejnym obowiązkiem do spełnienia w naszym życiu, ale będzie stawała się coraz bardziej prostsza, bo będzie płynąć z głębi serca. I będzie stawać się oczywistością i codziennością.

Czytaj dalej w najnowszym numerze GŁOSU KARMELU

Paweł Hańczak OCD, licencjusz teologii, wychowawca braci studentów, rekolekcjonista i spowiednik, specjalista w nauce świętej Teresy od Jezusa.