Są słowa, które tysiącami znaków wbijają się w pamięć i rosną w niej pod nieba niezdobyte, lecz w istocie są fantazją.
Inne, filuternie prowadzą nad przepaści znaczeń, by znienacka pchnąć w
nieznaczenie - jak demony absurdu, trują zdrowy rozsądek. Jeszcze inne są jak bezpańskie psy, ujadają, kręcą się wszędzie, lecz niczego nie strzegą. Najgorsze są jednak te, przemyślnie zdradliwe, zaprawione kłamstwem jak jadem. Łaszą się i nęcą, a gdy dany jest im posłuch, sięgają serca, uśmiercając prawdę. Mówimy to pośród świata, który, "zdezerterował" wobec prawdy. Być może dlatego, że napór kłamstwa jest niebywały, być może dlatego, że człowiek stał się zbyt leniwy, by myśleć; a zupełnie możliwe, że po prostu ją zagubił. Pewne jest to, że świat polubił falsyfikację, oszustwo. Można by powiedzieć: "homo deceptus" (człowiek oszukany). Sam oszukany kiedyś w raju, ma natrętną potrzebę oszukiwania. Tu rodzi się kłamstwo, komplement, makijaż, tu też poczyna się zbrodnia. Dla wielu stało się to stylem życia. Całkiem kłamliwy zaś staje się człowiek wtedy, gdy miłuje ciemność (J 3,19). To bardzo szczególny stan: miłowanie ciemności; to nie tylko jej potrzeba, nie tylko radosne w niej zadomowienie, ale nadawanie jej, jak w miłości, najwyższego znaczenia. Ciemność taka pochłania możliwość spotkania w słowach, możliwość wymiany, jakiejkolwiek komunikacji. Zatrute słowa służą jedynie zdradzie człowieka. Są jak pocałunki Judasza.
Istnieje jednak Bóg "zbudowany" jest z najwyższego Dobra, Prawdy i Piękna. Mówimy tak, bo nie ma już innych ważniejszych dla człowieka słów, a On uosabia, to co Najważniejsze. Bóg wypowiada słowa prawdziwe, które nie tylko rozjaśniają ludzki świat, ale wnoszą w serca niezwykłą moc ziaren. Pękają w nich, rozsadzają je, owocują. Nie powracają bezowocnie. Boże słowo nie tylko rozjaśnia świat ciemności, lecz także wzmacnia napotkane światełka, by jaśniej świeciły. I wtedy to, co gra w sercu i co jest słyszane, wzmacnia się w i jednoczy w amplitudach życia.
Boża prawda jest słyszana po to, by wyzwalać. Lecz człowiek ma zamiłowanie do więzienia siebie. Żyjąc spętany, cierpliwie buduje mury, ogrodzenia, zakłada obroże i skuwa w kajdany, plącze się w słowach i płonną obietnicą rozmazuje swą nadzieję.
O ludziach mądrych mówi się, że żyją w zgodzie z prawdą. Nie kłócą się z nią, nie dyskutują, nie targają na strzępy. To chyba początek sztuki: żyć zgodnie. Jeżeli człowiek chce obcować z prawdą, sam winien być prawdziwy. To klarowność bycia i słowa, przejrzystość, otwarcie na rzeczywistość. To również przedziwne boskie i ludzkie "założenie", fundament, w którym rozpoznaje się człowiek i opiera się na nim. Tylko przez jedność z prawdą, człowiek odnajduje jedność ze sobą i z Bogiem. Ona "wyzwala" jedność człowieka i Boga.
Lecz prawda słów to nie tylko znaczenia i sensy, to również ich dyscyplina. Jeżeli słowo nie wiążę się z prawdą, to powstaje przedziwna "rozwiązłość", która wyraża się z jednej strony w nadmiarze słów, a z drugiej, w ich niefrasobliwości. Nie stoi już za nimi związanie z prawdą, rzetelność. Nie ma już reguł prawdy, można powiedzieć wszystko. Lecz gdy pozbawia się człowieka prawdy, pozbawia się go zarazem wolności i godności. Wiedzą o tym wszyscy twórcy totalitaryzmów. Stąd proste osadzenie: by przywrócić człowieczeństwo, by ludzie nie byli zniewolonymi bestiami, należy przywrócić prawdę, należy przywrócić powiązanie z Bogiem - Jedynym Prawdziwym. Ale zdecydowanie najbardziej należy przywrócić prawdziwość słów.
o. Marian Zawada OCD